POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 46 (2167) z dnia 1998-11-14; s. 34-36

Świat

Arturo Vidal

Samba z zaciśniętym pasem

Ostatnia nadzieja, ostatnia zapora, ostatni okop - takie określenia słychać dziś na temat Brazylii. Jeżeli padnie Brazylia, to padnie cała Ameryka Łacińska - twierdzą niektórzy ekonomiści śledzący skutki kryzysu azjatycko-rosyjskiego na półkuli zachodniej.

Gdyby chodziło o gospodarkę niewielką, jak Urugwaju lub Chile, gdyby chodziło o gospodarkę w miarę zdrową, jak argentyńska, obawy nie brzmiałyby tak dramatycznie. Ale chodzi o największy kraj Ameryki Łacińskiej, który jedną trzecią eksportu kieruje do Ameryki Południowej i jest głównym odbiorcą towarów wielu krajów sąsiednich, w tym trzeciej części eksportu Argentyny. Do Ameryki Łacińskiej trafia piąta część eksportu USA, z tego lwia część właśnie do Brazylii. W dodatku gospodarka brazylijska była w ciężkim stanie na długo przed kryzysem azjatyckim. Inflacja szalała. W 1994 r. wyniosła 4500 proc.! Głośny Plan Real położył kres inflacji w połowie lat 90. Obecnie sięga ona kilku procent.

Dlatego prezydent Cardoso przystępował do wyborów październikowych jako faworyt. Ale nic za darmo - deficyt budżetowy wynosi ok. 6-7 proc., bezrobocie sięga 8 proc., a stopa procentowa waha się w granicach 40-50 proc.

Obecny kryzys rozpoczął się w sierpniu, gdy Rosja ogłosiła wstrzymanie spłat zadł...