POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 20 (2907) z dnia 2013-05-15; s. 38-40

Świat

Roman Frister

Sami

W sprawie Syrii pierwsi stracili cierpliwość Izraelczycy. Gdy poczuli się zagrożeni, zaatakowali. I zrobią to ponownie, nawet gdyby wojna domowa miała się rozlać na cały region.

Przez dwa lata nie odważyli się tego zrobić ani Amerykanie, ani żadna z europejskich potęg. Mimo kolejnych debat poświęconych sposobom zakończenia rebelii w Syrii, mimo dyskusji nad tym, kto będzie w przyszłości rządził w Damaszku, użalający się nad losem Syryjczyków świat nie zrobił tyle, co w ciągu kilku godzin uczyniły dwa skuteczne ataki izraelskich bombowców, które zniszczyły składy nowoczesnej broni na damasceńskim lotnisku i na zboczach góry Kasjun. Naloty z 3 i 5 maja rozpoczęły bardzo ryzykowną sekwencję wydarzeń, która może zmienić nie tylko wewnętrzną sytuację Syrii, rządzonej wciąż przez Baszara Asada, ale również wciągnąć w bezpośredni konflikt sąsiadów Syrii na czele z Izraelem.

Cisza po burzy

Gdy minęła pierwsza fala zaskoczenia izraelskimi atakami, oficjalne reakcje międzynarodowe były już stonowane. Co więcej, niektóre z arabskich rządów w ogóle nie zareagowały na naruszenie syryjskiej suwerenności. Jedynie turecki premier Recep Tayyip Erdog˘an w parlamencie głośno i wyraźnie potępił Izrael za atak ...