POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 9 (3150) z dnia 2018-02-28; s. 68-69

Ludzie i style

Jan M. Długosz

Samooszustwo

MON uczy Polki samoobrony. Dobre chęci i 15 godzin ćwiczeń to za mało, by osiągnąć coś więcej niż propagandowy efekt.

W 46 jednostkach wojskowych w całej Polsce zawodowi żołnierze uczą kobiety technik, które mają im pomóc obronić się w sytuacji zagrożenia. Pierwszy kurs, jak podaje Ministerstwo Obrony Narodowej, ukończyło ponad 3 tys. uczestniczek. W kwietniu kolejne panie po 10 półtoragodzinnych spotkaniach poczują się pewniej, wracając wieczorem do domu. Problem w tym, że jedynym pewnym skutkiem programu będzie poprawa wizerunku resortu obrony, kursantki zaś w najlepszym razie w ciągu następnych trzech miesięcy zapomną wszystko, czego nauczyły się na prowadzonych raz na dwa tygodnie zajęciach.

Nie ma w tym winy ani pań, których pot wsiąknie w maty, ani wojskowych instruktorów, bo ci z pewnością przyłożą się do swojej pracy, ani nawet ministerstwa, bo sama idea jest ze wszech miar słuszna.

Jak można przeczytać na stronie MON, program obejmuje m.in. obronę przed uderzeniem pięścią, uwolnienie z uchwytów za ręce, włosy, ubranie, obronę przed kopnięciami i duszeniem oraz, uwaga, przed atakiem niebezpiecznym narzędziem, w tym nożem. Ten ostatni ...