POLITYKA

Piątek, 18 stycznia 2019

Polityka - nr 6 (2231) z dnia 2000-02-05; s. 70-72

Społeczeństwo / Obyczaje

Igor T. Miecik

Samotny amisz

Amerykanin na Podlasiu

Samotność amisza wyrwanego ze swojego zboru jest przytłaczająca. Jacob i Anita czują ją często. Czai się za dnia w krótkich chwilach odpoczynku albo wkrada do izby po wieczerzy. W tej wielkiej samotności amisza jest jeszcze druga, mniejsza. Amerykanina na siedleckiej wsi.

Anita postawiła na stole parujący garnek z zupą. Jacob posadził dzieci. Za oknem było już zupełnie ciemno, a stół w izbie oświetlała tylko mała żaróweczka, którą Jacob dzień wcześniej wymontował z latarki. Złapali się wszyscy za ręce i pochylili głowy do modlitwy. Siedzieli w półmroku w zupełnej ciszy. Jedynie zza ściany dobiegały pojękiwania dopiero co narodzonego cielaka.

Sołtys Henryk Biernacki dobrze pamięta dzień, w którym przyjechali, bo się we wsi zrobiło zamieszanie, jakiego nie było od wojny. Stasiek biegał od chałupy do chałupy i wołał, że Żydzi wrócili. Cała okolica się zleciała, żeby ich oglądać, i Cięciwa, i Poręby, i nawet odległy o sześć kilometrów Pustelnik. Starzy ze wsi, co przed okupacją bywali w Mińsku Mazowieckim, kiwali głowami: Tak, tak, pół Mińska kiedyś nie inaczej wyglądało.

Sołtys Biernacki sam myślał, że Żydzi. Brodaci mężczyźni w czarnych kamizelkach, w kapeluszach z&...

Amisze

Ortodoksyjni amisze uczą się tylko osiem lat we własnych zorganizowanych przez zbory szkołach. W zasadzie nie wolno im czytać niczego oprócz Biblii, zbioru nakazów i opowieści o prześladowaniach, jakie dotknęły ich przodków w Europie. A prześladowania towarzyszyły im od początku. Od dnia, kiedy w Zurychu na fali reformacji grupa młodych naśladowców Marcina Lutra poszła krok dalej niż mistrz. Odrzucili oni chrzest dzieci, uznając go za bezwartościowy. Chrzcili za to dorosłych. Uważali, że tylko człowiek dorosły może pojąć naukę Chrystusa i z pełną świadomością swoich powinności wobec społeczności i religii wstąpić do nowego kościoła. Przezwano ich anabaptystami.

Za groźnych heretyków uznali ich zarówno katolicy jak i protestanci. Uciekając przed prześladowaniami przemierzali Europę: południowe Niemcy, Tyrol, Alzację, Morawy. W XVII wieku osiedlali się także w Gdańsku i na Żuławach. Względnie bezpieczne schronienie znaleźli w Holandii. Nazywano ich już wówczas od imienia charyzmatycznego przywódcy Menno Simonsa menonitami. Na stałym gruncie bogacili się, żyli coraz dostatniej i wystawniej, nie szczędząc sobie uciech. Aż pojawił się Jacob Amman. Kaznodzieja, który wytknął współwyznawcom grzechy: zbytek, pogoń za dobrami doczesnymi, ciekawość świata. Przypominał zaś o wyrzeczeniu się przemocy, o skromności, pokorze i nakazie ciężkiej pracy. W 1737 r. Amman utworzył nową wspólnotę, pierwsze rodziny amiszów wylądowały w Ameryce. Do dziś najbardziej ortodoksyjni amisze nie używają elektryczności, samochodów ani maszyn rolniczych. Nie służą w wojsku, nie posyłają dzieci do publicznych szkół, nie korzystają z ubezpieczeń społecznych. Niektóre zbory nadal mówią charakterystyczną mieszaniną niemieckiego, flamandzkiego i angielskiego.