POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 5 (2690) z dnia 2009-01-31; s. 100-105

Na własne oczy

Dominika Suwik

San Marcos 2012

Przez dwanaście lat od oficjalnego zakończenia gwatemalskiej wojny domowej wioska San Marcos rozwinęła się w oazę newage’owych globtroterów. Wierzą oni, że w 2012 r. świat czeka jakiś przełom: kataklizm? ostateczny koniec?

Gwatemala nie jest biednym krajem – zapewnia Benjamin, mieszkaniec San Marcos de Laguna, Gwatemalczyk ze stolicy, właściciel restauracji i hotelu La Paz. – Jedyne, czego brakuje tu ludziom, to dumy i wiary w siebie.

Benjamin pochodzi z zamożnej rodziny potomków europejskich osadników, tzw. ladinos. Pod koniec lat 60. opuścił dom, wyjechał do USA, przyłączył się do wspólnoty medytacyjnej, projektował modę, pomieszkiwał w Europie. Obecnie 58-letni i raczej ustatkowany, choć wciąż ekscentryczny, wysoki i szczupły mężczyzna wychowuje kilkunastoletniego syna i stanowi jedną z najciekawszych osobowości San Marcos. Wioskę położoną nad jeziorem Atitlan zamieszkują w połowie Majowie Kaqchikel, a w połowie przybysze, głównie z Europy i Ameryki Północnej. Benjamin i Balam, inny ladino, zawiadujący sklepikiem z używanymi książkami i odzieżą, są nielicznymi w San Marcos Gwatemalczykami. Z poszukującymi sensu, oświecenia lub tylko świętego spokoju osadnikami łączy ich więcej niż z lokalną ludnością.

W wiosce funkcjonują dwa ośrodki alternatywnych terapii ...

Załączniki

  • [Mapa]

    [Mapa] - JR