POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 41 (3080) z dnia 2016-10-05; s. 94-95

Kultura

Zdzisław Pietrasik

Sąsiedzi z Wołynia

Wojciech Smarzowski zrobił ważny film o zbrodni wołyńskiej, o tym, jak rodzi się zło. Czy jednak „Wołyń” da się wpisać w obowiązującą obecnie politykę historyczną?

Zaczyna się sielankowo, niemal jak film folklorystyczny. Polska Helena wychodzi za mąż za Ukraińca Wasyla, cała wieś bawi się na weselu. Ale to wesele nie jest takie wesołe, jak mogłoby się w pierwszej chwili wydawać. Młodzi się kochają, lecz oblubienica z żalem będzie opuszczać dom rodzinny, by przenieść się w strony męża (pojawi się ponownie dopiero w zakończeniu filmu). Jej młodsza siostra Zosia dowie się, że nie wyjdzie za ukochanego sąsiada, ukraińskiego chłopca, lecz za bogatego polskiego wdowca, miejscowego Borynę, też zresztą Macieja, tylko że Skibę. Który ustala właśnie szczegóły majątkowych transakcji z przyszłym teściem. Morgi ważniejsze niż miłość. To Zosia (świetna rola studentki warszawskiej Akademii Teatralnej Michaliny Łabacz) zostanie główną bohaterką filmu, lecz na razie jeszcze o tym nie wie.

To są Kresy, nie bronowicka chata, lecz i tutaj pojawiają się zjawy, choć w ludzkiej postaci. Na przykład ukraiński nacjonalista i agitator, jakby Szela z Wyspiańskiego, który przypomina krzywdy doznane od polskich kolonizatorów i coraz ...