POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 3 (3094) z dnia 2017-01-18; s. 62-63

Historia

Ryszard Marek Groński

Satyryczne wykopki – szopki

Styczeń to od dawna czas oglądania polityków i celebrytów sprowadzonych do rozmiarów kukiełek. Od 1907 r. – pierwszej szopki Zielonego Balonika – trwa ta zabawa, odwołująca się do sukcesów szopek Lechonia, Hemara, Słonimskiego, Tuwima.

Pierwsi twórcy szopek później mieli godnych następców – Światopełka Karpińskiego, Janusza Minkiewicza, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Jerzego Paczkowskiego. Technika pisania szopek nie zmieniła się przez lata. Także drażliwość karykaturowanych wielkości. Jedynie Piłsudski, asekurowany przez Kasztankę i pułkownika Wieniawę, pozwalał na żarty z siebie. Zapraszał szopkarzy do Belwederu, zwoływał dla nich posiedzenie Rady Ministrów. Ale i on wolał doglądnąć swoją kukiełkę przed występem.

– Jak się widzi siebie wcześniej, później nie jest śmiesznie – pogonił Marszałka śpiewający jego kuplety artysta.

Kłopoty z cenzurą pod koniec rządów sanacji stały się normą. Dość powiedzieć, że nie wolno było posłużyć się nazwiskiem Göring. Należało mówić o nim Myśliwy. Lalkę Myśliwego również odpodobniono.

Wykonywane na domowych spotkaniach w dniach okupacji szopki kontynuowały tradycję rodzimej satyry. Nic więc dziwnego, że po wojnie propagandyści z inteligenckim stażem odwołali się do szopki jako jednej z metod obłaskawiania rzeczywistości, ...