POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 51 (2276) z dnia 2000-12-16; s. 40-42

Świat

Artur Górski

Schody pokoju

Jugosławia: Miloszević goni, Kosztunica ucieka

Kiedy niespełna trzy miesiące temu Vojslav Kosztunica odebrał władzę Slobodanowi Miloszeviciowi, wydawało się, że epoka jugosłowiańskiego dyktatora skończyła się raz na zawsze. Jugosławia szybko wyszła z międzynarodowej izolacji, a Zachód obiecał pomoc finansową. Tyle że na scenie politycznej znów pojawił się Miloszević i w dodatku zapowiada powrót do władzy.

Kosztunica obejmując urząd wytyczył dwa główne cele swej polityki zagranicznej: przekonać Zachód, że Jugosławia rychło dołączy do rodziny państw w pełni demokratycznych (co się już udało) oraz odzyskać utraconą strategiczną pozycję na Bałkanach.

Okazję dał odbywający się w stolicy Macedonii, Skopie, we wrześniu szczyt państw bałkańskich, pierwszy po wojnie, otwierający nową epokę w stosunkach Jugosławii (a raczej Serbii) z resztą Półwyspu. W jednej z najistotniejszych spraw, w kwestii Kosowa, Kosztunica nie powiedział tam niczego nowego: władze w Belgradzie nie wyobrażają sobie secesji tej prowincji. Po lokalnych wyborach w Kosowie do głosu doszli umiarkowani politycy z Ibrahimem Rugovą na czele i Belgrad wiąże z tym nadzieję na zażegnanie konfliktu. Oczywiście na warunkach serbskich: Kosowo pozostaje częścią Serbii, z określonym marginesem niezależności. Jaki to miałby być margines, trudno jeszcze określić. Pod tym względem stanowisko Belgradu niewiele się różni od poglądów Miloszevicia – z jedną tylko różnicą: obecny prezydent stawia na dialog, ...