POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 6 (2438) z dnia 2004-02-07; s. 52-53

Świat / Niemcy

Anna Tyszecka

Schudnij, kanclerzu

Niemcy już realizują swój „plan Hausnera” – przygotowaną przez kanclerza Schrödera Agendę 2010. Zdają sobie sprawę, że wydatki socjalne trzeba ograniczać, ale domagają się od rządzących, by ograniczyli też swoje przywileje.

Od stycznia 2004 r. obowiązują w Niemczech pierwsze ustawy Agendy 2010. Ten imponujący program reform przewiduje śmiałe rozwiązania w kwestii zmniejszenia 4,5-milionowego bezrobocia i obniżenia ogromnych kosztów opieki społecznej. Zadeklarowanym celem reformatorów jest również ożywienie drobnej przedsiębiorczości, ograniczenie biurokracji i zreformowanie cechowego rzemiosła. Jednocześnie generalnej sanacji ma być poddany system podatkowy, co powinno przynieść ożywienie gospodarcze.

Nowe regulacje przegłosowano w Bundestagu przy poparciu prawicowej opozycji. Wyznaczają one z jednej strony perspektywę wyjścia z gospodarczego dołka, z drugiej – oznaczają dla Niemców więcej wydatków na leczenie, mniejsze emerytury, mniej pieniędzy z zasiłków, również dla bezrobotnych. – Wiemy, że dla niektórych z was podjęte środki oznaczają zaciśnięcie pasa – przyznał w noworocznym wystąpieniu kanclerz Schröder – dokładamy jednak starań, by ciężar reform rozłożony był sprawiedliwie.

Wielu Niemców powątpiewa w te deklaracje. „Wasze reformy polegają na tym, że sięgacie do kieszeni ...

Własny filar

Według danych Niemieckiego Instytutu ds. Opieki nad Starością w Kolonii, wydatki niemieckich emerytów, wysokie już dziś, jeszcze bardziej wzrosną. Prawdopodobnie nastąpi eksplozja kosztów leczenia, które w dużej mierze, zgodnie z postulatami wprowadzanej właśnie Agendy 2010, będą ponosić sami zainteresowani. W 2002 r. statystyczny Niemiec otrzymywał 1000 euro ustawowej emerytury, a Niemka – połowę mniej. Część rentierów korzystała jednak dodatkowo z emerytur ufundowanych przez pracodawców (tzw. Betriebsrente), posiadała nieruchomości, pieniądze z polis ubezpieczeniowych i oszczędności całego życia. Ludzie pracującej dziś generacji muszą się liczyć z tym, że im młodsi, tym więcej płacić będą na fundusz emerytalny. O zabezpieczenie na starość trzeba zadbać samemu.