POLITYKA

Czwartek, 14 grudnia 2017

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 55-57

Świat

Tomasz Zalewski

Ściemniacz

Bill O’Reilly, gwiazdor konserwatywnych telewizji za oceanem, stracił pracę z powodu niekonserwatywnego narzucania się kobietom. Ale to również może być początek wielkich zmian w amerykańskich mediach.

Inni tracili pracę za mniejsze przewinienia, ale on, chociaż bardziej nabroił, wydawał się nietykalny. Nikt się nie dziwił dlaczego. Codziennie po kolacji, o godz. 20, prawie 4 mln Amerykanów zasiadało przed telewizorami, aby w stacji Fox News obejrzeć jego godzinny program „O’Reilly Factor”, gdzie najpierw komentował bieżące wydarzenia, a potem przepytywał swoich gości – ostro, sarkastycznie, nie pozwalając na łatwe uniki i mydlenie oczu.

Tylu widzów nie przyciągała żadna gwiazda żadnej kablowej telewizji informacyjnej od początku ich istnienia, czyli narodzin CNN w 1980 r. Spoty reklamowe nadawane w czasie programu Billa O’Reilly’ego przynosiły telewizji Fox News 100 mln dol. rocznie. „Factor” przez dwie dekady był flagowym okrętem tej stacji, tuby prawicy, a ostatnio Donalda Trumpa, od kilkunastu lat bijącej w statystykach oglądalności swoich konkurentów: CNN i MSNBC. Czyż można zarżnąć kurę znoszącą złote jaja?

Okazało się, że można. Jeszcze kilka tygodni wcześniej O’Reilly’emu przedłużono kontrakt na kwotę ponad 20 mln dol. Popularny prezenter wyjechał na urlop do Włoch, spotkał się tam z papieżem. Odpoczywając w cieniu cyprysów, dowiedział się jednak, że może już nie wracać do Fox News. Powodem dymisji była seria oskarżeń o molestowanie seksualne.

Zaczęło się w 2004 r., kiedy O’Reilly’ego pozwała do sądu 33-letnia producentka jego programu. Nagrała ona rozmowy z żonatym gwiazdorem, w których proponował jej „seks telefoniczny”, na starcie oferując jej masaż dolnych partii ciała i sugerując wibrator. Pozew załatwiono polubownie – Fox zapłacił powódce 9 mln dol. Był to dopiero początek.

„New York Times” na początku kwietnia ujawnił, że podobnych przypadków było więcej i tak samo się kończyły – umowami pozasądowymi. Po publikacji w „NYT” oglądalność jego programu nawet wzrosła, ale sponsorzy zaczęli wycofywać reklamy. Stacja podliczyła, że odszkodowania dla ofiar gwiazdora kosztowały ją w sumie 13 mln dol. Dużo mniej niż dochody z „Factora”, ale szefowie Foxa uznali, że w przyszłości straty mogą być dużo większe, i mimo przedłużonego kontraktu pożegnali się z nim, dając mu 25 mln dol. odprawy.

Dotychczas wszystko uchodziło O’Reilley’emu bezkarnie. W 2010 r. prasa doniosła, opierając się na relacjach jego córki, że w trakcie sprawy rozwodowej użył przemocy wobec żony. W następnych latach o niechciane, agresywne zaloty oskarżyło go kolejnych dziewięć kobiet. Jedna z nich, dziennikarka radiowa z Los Angeles, zeznała, że O’Reilly starał się ją zwabić do swego pokoju hotelowego, a gdy odmówiła, Fox News zrezygnował z jej występów na antenie. Jedna z prezenterek Foxa utrzymywała, że miała romans z O’Reillym. Kiedy z nim zerwała, ten nękał ją telefonami, a w końcu usiłował doprowadzić do jej zwolnienia, co mu się jednak nie udało; sprawa zakończyła się ugodą i wypłatą 1,5 mln dol. odszkodowania.

Ostatnią powódką, której zarzuty pogrążyły gwiazdę, była czarnoskóra Perquita Burgess. 67-letni O’Reilly miał się w nią uporczywie wpatrywać, wydawać jęki zachwytu na jej widok i nazwać ją „gorącą czekoladką”. Już po jego dymisji do galerii oskarżycielek dołączyły następne panie z Foxa.

O’Reilly wszystkiemu zaprzecza i twierdzi, że jest ofiarą politycznej nagonki – odwetu za głoszenie tradycjonalistycznych poglądów. Prawdopodobnie uważa, że naprawdę nie zrobił nic złego. Na miesiąc przed odejściem z Foxa wydał książkę „Old School”, zbiór esejów, w których prezentuje się jako absolwent, rzecznik i mistrz „Starej Szkoły”. O’Reilly tęskni za czasami, kiedy – jak pisze – w Ameryce dominowały pojęcia honoru, osobistej odpowiedzialności za swe czyny, szanowało się religię, obowiązywał zakaz aborcji, a małżeństwo oznaczało tylko związek osób przeciwnej płci. No i nie ścigano mężczyzn za zalecanie się do pań, dotykanie ich bez zezwolenia i opowiadanie słonych dowcipów.

W swoim programie ciętym językiem smagał liberałów, feministki i strażników politycznej poprawności. Krytykował akcję afirmatywną na uczelniach i walczył z tym, co nazywał rozpętaną przez sekularystów „wojną z Bożym Narodzeniem” (zakazy eksponowania symboli chrześcijańskich w miejscach publicznych i pozdrawiania się „Merry Christmas” zamiast ekumenicznego „Happy Holidays”).

O’Reilly’ego nie do końca można jednak zaliczyć do kategorii twardogłowych konserwatywnych prezenterów, z których wielu, jak osławiony radiowiec Rush Limbaugh, tak bardzo zaangażowało się po stronie prawicy, że notorycznie naciągają lub zakłamują rzeczywistość. Jego komentarze często stawiały go w opozycji wobec Partii Republikańskiej. W okresie rekordowej zwyżki cen ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]