POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 37 (2571) z dnia 2006-09-16; s. 82-84

Nauka

Agnieszka Krzemińska

Scyta ze szczytu

W mongolskiej części gór Ałtaj archeolodzy znaleźli świetnie zakonserwowane w wiecznej zmarzlinie ciało scytyjskiego wojownika. Herodot poświęcił Scytom całą księgę. Dziś dopisuje się kolejne rozdziały.

Przygalopowali na wierzchowcach ze wschodu. Nie uprawiali ziemi. Nie budowali domów. Nie znali pisma. Żywili się mlekiem i mięsem hodowanych przez siebie koni i owiec. Byli szybcy jak wiatr, a ich żywiołem była wojna. Nie tworzyli jednego organizmu państwowego i tylko zagrożenie gromadziło rozproszone plemiona koczowników pod komendą jednego dowódcy. Gdy to już nastąpiło, byli niezwyciężeni. Sami mówili o sobie Skoloci, a Hellenowie nazwali ich Scytami.

Scytów nęcił urok wysoko rozwiniętej cywilizacji. Ci wyśmienici jeźdźcy byli nie tylko niezrównanymi łucznikami i wojownikami, ale również zręcznymi złotnikami i sprytnymi handlarzami. Już w VII w. p.n.e. usadowili się pomiędzy koloniami miast greckich nad Morzem Czarnym, skąd zaczęli kontrolować niezwykle intratny handel zbożem i niewolnikami. Dla osiadłych Greków tryb życia Scytów był co najmniej dziwaczny. Herodot poświęcił im całą księgę (IV) „Dziejów”, opisując ich pochodzenie, podział na plemiona i owe niezrozumiałe zwyczaje: skalpowanie wrogów, uż...