POLITYKA

Niedziela, 26 maja 2019

Polityka - nr 41 (2214) z dnia 1999-10-09; s. 20-21

Kraj

Marek Ostrowski

Sędzio, osądź się sam

Krajowa Rada Sądownictwa, która obradowała w ubiegłym tygodniu, słusznie alarmuje, że sądy są zaniedbane i zacofane technicznie (na przykład akta dalej zszywa się ręcznie - igłą i dratwą), warunki pracy często urągają przyzwoitości, a pracownicy zarabiają grosze. Choć uważam, że sądy trzeba doposażyć w pierwszej kolejności, zwłaszcza iż na siebie zarabiają - program naprawczy nie może być wyłącznie związany z żądaniem nowych nakładów pieniężnych. W Polsce nastąpiła zapaść wymiaru sprawiedliwości. W sądach zalegają setki tysięcy spraw, na wyroki czeka się bardzo długo, całymi latami. W najgorszym poczuciu - bo w poczuciu bezsilności.

Premier Jerzy Buzek  dla uspokojenia społeczeństwa zapowiedział ogólnikową  poprawę pracy policji i sądów (w programie rządu na następne dwa lata)  oraz zmianę kodeksu karnego w kierunku zaostrzenia kar, także dla młodocianych przestępców.

Odpowiada to ogólnemu życzeniu i nastrojom społecznym, ale ma nikły związek z rzeczywistością. Najłatwiej straszyć karami, lecz by w ogóle ukarać - trzeba najpierw przestępcę złapać. Tymczasem wykrywalność sprawców przestępstw w dużych miastach (patrz: "Atlas Przestępczości w Polsce" opublikowany niedawno przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości), zwłaszcza w Warszawie, jest zatrważająco niska. Szansa wykrycia sprawcy poważnej kradzieży w województwie warszawskim jest mniejsza niż jeden na sto, włamania - cztery na sto. Można więc surowiej ukarać czterech włamywaczy na stu, lecz dziewięćdziesięciu sześciu nie będzie ukaranych ani surowo, ani łagodnie, tylko wcale.

Jeśli już sprawy trafiają do sądu - ofiara przestępstwa staje się dodatkowo ofiarą niesprawiedliwości sądów. ...