POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 45 (2477) z dnia 2004-11-06; s. 30-32

Kraj / Życie towarzyskie

Wojciech Markiewicz

Sekseksmisja

Prezydent Warszawy wydał kolejną wojnę agencjom towarzyskim. Zlikwidowano ich ponoć 50, ale – jak twierdzą policjanci – „zamknięcie jednej agencji powoduje, że w jej miejsce powstają dwie następne”. Cieszyć się więc czy raczej wręcz przeciwnie?

Przed miesiącem pani Anna, emerytka, mieszkanka, mówiąc najoględniej – Mokotowa, myślała, że trupem padnie. Otwiera rano drzwi, żeby jak codziennie wyjść po zakupy, a tu na jej wycieraczce leży facet. Nie, żeby jakiś element, bo nawet w porządnym garniturze, ale korytarz i jej drzwi zbryzgane wymiocinami. No i wtedy właśnie pani Anna pomyślała, że chyba trupem padnie. Zadzwoniła na policję. A oni nie tylko o adres pytają, ale i o nazwisko i czy skargę składa. – O, niedobrze, myślę sobie, toż ci z góry żyć mi nie dadzą. Pamiętała, jak kilka miesięcy wcześniej, po dwóch czy trzech godzinach awantury, z wrzaskami, tłuczeniem szkła i przewracaniem mebli, zastukała kijem od szczotki w sufit. I wtedy ktoś z góry wrzucił jej na balkon butelkę po piwie, która rozbiła się w drobny mak.

Dobrą godzinę później, gdy policja przyjechała, ten facet z wycieraczki siedział na schodach – podglądał...