POLITYKA

Wtorek, 16 lipca 2019

Polityka - nr 4 (2385) z dnia 2003-01-25; s. 48-49

Świat / Chorwacja

Artur Górski

Seksseminarium

W Chorwacji toczy się publiczna debata nad legalizacją prostytucji. Pomysł spotkał się z protestami polityków i wspólnot wyznaniowych. Dyskusja rzuca światło na mroczny aspekt bałkańskiej prostytucji – kobiety są pozyskiwane, często siłą, z krajów ogarniętych wojną.

Prostytucją w Chorwacji zajmuje się ponad 2 tys. osób, a roczne dochody z tego procederu oceniane są na ok. 300 mln kun (150 mln zł). Badający zagadnienie pracownicy państwowego Instytutu Statystyki i Ekonomii wyszli z założenia, że prostytutki pracują przez 250 dni w roku.

Branży nie zagraża recesja. Tym bardziej że niedawno minister spraw wewnętrznych Szime Luczin wystąpił z propozycją legalizacji prostytucji. I tak wiadomo, gdzie szukać prostytutek i ile biorą za usługę, więc po co utrzymywać fikcję? Tam, gdzie prostytucja pozostaje poza kontrolą państwa, zyski z niej czerpie mafia, a położenie kobiet uprawiających ten proceder często jest tragiczne – twierdzą zwolennicy legalizacji.

Przeciwnicy gwałtownie zaprotestowali. Katolicy, prawosławni i baptyści niemal jednym głosem oświadczyli, że prostytucja to grzech śmiertelny i symbol moralnej degradacji człowieka. Sufragan diecezji zagrzebskiej bp Josip Mrzljak przyznał, że historia Kościoła zna świętych, którzy nawrócili się z grzechu prostytucji, ale to nie uprawnia władzy do legalizowania występku. Przedstawiciel Wspó...