POLITYKA

Piątek, 19 kwietnia 2019

Polityka - nr 28 (2201) z dnia 1999-07-10; s. 18

Wydarzenia

Ryszarda Socha  [wsp.]Artur Górski

Sezamie, zamknij się

Po kilku latach burzliwych debat, od 1 lipca br. w krajach Unii Europejskiej przestały istnieć sklepy wolnocłowe. Za jakiś czas Polska także będzie musiała zlikwidować strefy duty free, ale na razie polscy przewoźnicy liczą na dodatkowe zarobki.

Podróże samolotem czy promem do krajów Unii Europejskiej straciły wiele ze swego uroku: ich nieodłączną częścią były zakupy w sklepikach duty free i rozmowy pasażerów o tym, że najtaniej Johnnie Walkera można kupić we Frankfurcie, Ballantinesa w Amsterdamie, a krawaty Kenzo na londyńskim Heathrow. Sklepy, jako takie, oczywiście nie muszą zniknąć, ale zniknie legenda - nie zawsze zresztą zgodna z prawdą - o fantastycznie niskich cenach. Skoro jednak, jak mówią w Brukseli, nie ma granic i ceł, nie może też być sklepów duty free.

Bój o sklepy wolnocłowe, które powstały na Zachodzie przed 52 laty, trwał od początku lat 90., czyli mniej więcej od czasu powstania Unii Europejskiej. Likwidacja sklepów wolnocłowych miała nastąpić już w 1993 r., ale stojące za nimi lobby okazało się na tyle silne, że przeforsowało opóźnienie wykonania tej decyzji o sześć i pół roku. Koronnym argumentem na rzecz ich przetrwania był fakt, że dawały zatrudnienie niemal 150 tys. ludzi oraz zwiększały atrakcyjność ...