POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 46 (2629) z dnia 2007-11-17; s. 24-26

Kraj / To trzeba zrobić!

Andrzej Olechowski

Sfotygowana dyplomacja

Jaka powinna być polityka zagraniczna? Całkowicie inna od obecnej!

Najważniejszy grzech polityki zagranicznej odchodzącego rządu to podporządkowanie jej celom krajowym, a nie zewnętrznym. Zarzut bardzo poważny, grzech śmiertelny. Inaczej jednak tej polityki nie daje się zrozumieć, wydaje się ona skrajnie niekompetentna, całkowicie oderwana od realiów. Rzeczywistość, z którą się zmaga, jest nieprawdziwa, obiektywnie nie istnieje, jest jedynie jej własnym wytworem.

Na przykład w owej rzeczywistości nasza niepodległość jest zagrożona przez „romańsko-germański rdzeń” Europy, stosunki w Europie są konfrontacyjne, są grą o sumie zerowej, członkostwo Polski w Unii Europejskiej jest nietrwałe (albo też sama Unia jest nietrwała). Polityka oparta na tak opacznych założeniach nie może niczego osiągnąć, jest całkowicie nietrafna. Nabiera sensu dopiero, gdy spojrzeć na nią przez pryzmat spraw wewnętrznych. W tym kontekście staje się zrozumiała i skuteczna. Uzasadnia potrzebę wzmacniania państwa narodowego i mobilizuje dlań poparcie. Buduje poczucie zagrożenia zewnętrznego i mobilizuje poparcie dla tych, którzy to zagrożenie dostrzegają i chcą nas przed nim bronić. Tworzy wygodne pole dla konfrontacji z opozycją na gruncie patriotyzmu i obrony najwyższych wartości. Tyle że to nie są zadania polityki zagranicznej.

Drugi grzech to brak zasad. I ten zarzut jest ciężki, zwłaszcza wobec partii, która podkreśla przywiązanie do zasad. Ale jak inaczej wyjaśnić zdumiewającą – i nie mającą odpowiednika w minionych 18 latach – nieprzewidywalność, niestabilność polityki zagranicznej? Te wszystkie zaskakujące zmiany frontu w przypadku traktatu konstytucyjnego, pierwiastka, umów z Niemcami, inicjatyw regionalnych. Człowiek z zasadami to przede wszystkim człowiek przewidywalny, stały. Cóż było stałego w polityce zagranicznej ostatnich dwóch lat? Chyba tylko zaskoczenia.

Polityka bez celów i zasad nie może być twórcza, może być tylko reaktywna. Nic zatem dziwnego, że – z wyjątkiem źle zresztą zdefiniowanej i poprowadzonej inicjatywy energetycznej – minione dwa lata zapisały się w historii polskiej dyplomacji jako szczególnie bezpłodne, pozbawione wartościowych propozycji. Polska broniła, zwalczała, tupała, obrażała się i obrażała innych, ale niczego nie zaproponowała w dziedzinach o kluczowym znaczeniu dla naszego powodzenia: reformy Unii Europejskiej, wspólnej polityki zagranicznej, członkostwa Ukrainy, zacieśnienia wspólnoty atlantyckiej, uwolnienia gospodarki. Czysta strata czasu.

Polski nie stać na nierealistyczną, pasywną politykę zagraniczną. Nasz los zbyt mocno zależy od czynników zewnętrznych. Polska polityka zagraniczna wymaga więc gruntownego odnowienia. Ta nowa powinna być skoncentrowana, strategiczna i aktywna. Skoncentrowana, ponieważ jesteśmy niezamożnym krajem bez globalnych ambicji i interesów. Wszystkie nasze interesy skupione są w regionie, Europie i obszarze atlantyckim. Region jest wciąż niestabilny. Unia Europejska jest kluczowa dla naszego powodzenia. Bezpieczeństwo Unii zależy od trwałości wspólnoty atlantyckiej. Oto cała esencja polskiej polityki zagranicznej.

Strategiczna to znaczy wsparta na stałych zasadach. Jest taki żart o wybitnym hydrauliku, który przed każdą robotą sprawdzał coś na kartce w portfelu. Raz ten portfel zostawił i uczeń natychmiast rzucił się sprawdzić, cóż za tajemną wiedzę mistrz ma tam zapisaną. Na kartce była tylko notatka: „zakręcanie – w prawo”. Chciałbym, aby nowy minister spraw zagranicznych zapisał sobie trzy równie fundamentalne zasady: „przyjaciele blisko, wrogowie daleko”, „w kupie raźniej” oraz „aby wygrać – musisz kupić los”. Omówmy te zasady, gdyż to właśnie one mają odróżniać nową politykę zagraniczną od obecnej.

Najważniejszą z nich powinna być dbałość o dobre stosunki z sąsiadami. Relacje w naszej części kontynentu nie są na tyle dobre, aby można ich rozwój pozbawić stałej troski i strategicznego kontekstu. Trzeba je pielęgnować jak wrażliwą roślinę. Trzeba je utrzymywać w dyscyplinie stałych zasad. Innymi słowy, historia i geografia nadal nakładają ograniczenia na bieżącą politykę wobec sąsiadów, nie pozwalają zachowywać się całkowicie swobodnie, bez oglądania się na ich zdanie, bez zobowiązań, nie pozwalają kierować się tylko doraźnymi celami i interesami. Dlatego naszych sąsiadów w Unii powinniśmy traktować jako naturalnych – najbliższych i stałych – sojuszników we wszelkich inicjatywach zagranicznych.

Dziś polityka regionalna jest w rozsypce – stosunki z każdym z sąsiadów są gorsze niż dwa lata temu! Najgorsze są relacje z Niemcami, które musimy pilnie naprawić powracając do cierpliwej budowy polsko-niemieckiej wspólnoty interesów. To będzie też krok do poprawy stosunków z innymi sąsiadami (któż chce trzymać się z kimś, kto z niezrozumiałych powodów kłóci się z najsilniejszym chłopakiem na podwórku?), ale niewystarczający. Mamy pretensje do Niemców, że nie uzgadniają swoich decyzji z mniejszymi krajami. A jak postępuje Polska? W której z ważnych spraw w ostatnich sześciu latach uznała argumenty swoich sąsiadów? MSZ powinien mnożyć regionalne konsultacje, uzgodnienia i inicjatywy. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Andrzej Olechowski (ur. 1947) – absolwent SGPiS, dr nauk ekonomicznych; pracował m.in. w UNCTAD i Banku Światowym; uczestnik obrad Okrągłego Stołu po stronie rządowej. Minister finansów w rządzie J. Olszewskiego (III–VI 1992) i spraw zagranicznych w rządzie W. Pawlaka (X 1993–III 1995). Współorganizator Platformy Obywatelskiej, przewodniczący jej Rady Programowej (do czerwca 2004). Autor ponad stu artykułów naukowych, publikowanych w kraju i za granicą. Prezes Kapituły Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” (od 1995).