POLITYKA

środa, 20 marca 2019

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2005-04-26; Tajemnice Końca Wojny; s. 17

Militaria

Siedmiu wspaniałych aliantów

Wielkich dowódców alianckich łączyły wybitne umiejętności wojskowe, zdolność pozyskiwania lojalności najbliższego otoczenia oraz przeczucie, że nadchodzą czasy potęgi masowych mediów, a popularność u reporterów wojennych przekłada się na popularność u żołnierzy, a może i u wyborców.

Mówi się, że generałowie szykują się na poprzednią wojnę. To ironiczne porzekadło nie sprawdza się w przypadku głównodowodzących w drugiej wojnie światowej – i to po obu stronach: państw Osi i aliantów. Choć wielu z nich studiowało jeszcze przed pierwszą wielką wojną, a szlify zdobywało właśnie na niej i w okresie międzywojennym, na frontach drugiej wielkiej wojny dowiedli, że nie są skamielinami minionej epoki. Jak zawsze pomógł też łut szczęścia, polegający na tym, że jest się pod ręką we właściwym momencie. Na przykład brytyjski marszałek polny Montgomery (Monty), zwycięzca gen. Rommla, dostał nominację na dowódcę zamiast murowanego kandydata, który zginął.

Wspomnianym na wstępie talentem medialnym błysnęli zwłaszcza Montgomery i Patton, ale to gen. Eisenhower, naczelny dowódca sił alianckich w Europie, został po wojnie prezydentem USA. Eisenhower lubił przemawiać do żołnierzy patetycznie, Patton mówił bez notatek, prostym językiem, wyjaśniając sens i cel działania. A że nie miał imponującego głosu, wolał mó...