POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 3 (2538) z dnia 2006-01-21; s. 100-105

Na własne oczy

Igor T. Miecik

Siła jest w ręku

Każdy chyba chłopak i niejedna dziewczyna choć raz spróbowali zmierzyć się z kimś na rękę. Igor Mazurenko, ukraiński siłacz imigrant, który postanowił zrobić interes na przemienieniu w Polsce knajpiano-podwórkowej rozrywki w dziedzinę sportu – z federacją, sponsorami, mistrzostwami i ligą zawodników – nie miał więc wątpliwości, że tradycyjną nazwę należy zachować: siłowanie na rękę.

Problem pojawił się z nazwaniem zawodników. Sami oni doszli do wniosku, że w przypadku sporej ich części, zwłaszcza nastoletnich dziewcząt – takich jak piętnastoletnia Magda Chechelska, która waży niecałe czterdzieści kilogramów – określenie siłaczka brzmi głupio. Jeśli zaś starać się precyzować: siłaczka rękowa albo siłaczka ręczna, to już wyjdzie kupa śmiechu, nic więcej.

Aby więc śmieszność nie towarzyszyła im już na starcie, co mogłoby znacznie skomplikować karierę zarówno zawodników, jak i całej dyscypliny, zapożyczyli nazwę anglojęzyczną: armwrestler (arm – ręka, wrestler – zapaśnik, wrestling – zapasy, armwrestling – zapasy, siłowanie na rękę). Magdzie pod tym właśnie szyldem jest dużo łatwiej trenować, a tym bardziej startować w zawodach – zwłaszcza że postanowiła poświęcić się nowej dyscyplinie sportu, gdyż do wszystkiego innego była, jak jej powiedziała nauczycielka od WF, za malutka. Za malutka do siatkówki, tym bardziej za malutka do koszykówki, za drobniutka ...