POLITYKA

Poniedziałek, 25 marca 2019

Polityka - nr 45 (3185) z dnia 2018-11-07; s. 28-30

Społeczeństwo

Joanna Cieśla

Siłaczki bez sił

Były nauczyciel świetnie sprawdza się w ubezpieczeniach. I w ogóle w obsłudze klienta. Odchodzi ze szkoły z doświadczeniem pracy w ekstremalnych warunkach.

Sebastian w szkole wytrzymał rok. Wcześniej specjalizację nauczycielską na licencjackich studiach z historii zrobił z rozsądku – na jego uczelni do wyboru była ta albo żadna. Ale już w trakcie praktyk zaczął się dziwić. Aby zaliczyć obowiązkowe 150 godzin, zgłosił się, jak większość, do znajomego nauczyciela w swoim dawnym gimnazjum. Wysłuchał, czyli hospitował, 10–15 prowadzonych przez niego lekcji. – Ten człowiek był miły, ale nie wytłumaczył mi nic, choć dostawał dodatek za prowadzenie praktykanta – wspomina Sebastian. A potem opiekuna praktyk nie było. – Kazano mi poprowadzić zajęcia w obecności nauczycielki fizyki. Oceniła, że daję sobie radę. Pozostałe 130 godzin Sebastian przepracował na zastępstwie – za darmo, bo studentowi na praktykach się nie płaci.

Po licencjacie Sebastian dostał etat w dzielnicowej podstawówce, 18 godzin tygodniowo, pensję – 1,5 tys. zł na rękę i opiekuna stażu – wychowawczynię świetlicy, co znów trochę Sebastiana zdziwiło.

Nie było pociechą, wyznaje Sebastian, gdy dowiedział się, że za 15 godzin zastępstw tygodniowo dostaje dodatkowe 250 zł. – Wynajmowałem ...