POLITYKA

Sobota, 17 sierpnia 2019

Polityka - nr 5 (3196) z dnia 2019-01-30; s. 48-50

Świat

Łukasz Wójcik

Silni wrogiem

40 lat po rewolucji islamskiej amerykańska polityka wobec Iranu wciąż przypomina walkę z wiatrakami, w której Polska przyjęła właśnie rolę Sancho Pansy.

Kilka dni po powrocie do Teheranu Ruhollah Chomeini zaapelował do Irańczyków, żeby nie kupowali nowych domów i mieszkań. „Zapewni je wam rewolucja” – przekonywał przyszły Najwyższy Przywódca. Obiecał również, że teraz zyski z eksportu ropy „trafią na stoły wszystkich Irańczyków”. Rewolucja, która po powrocie Chomeiniego 1 lutego 1979 r. weszła w ostateczną fazę, deklaratywnie była więc nie tylko islamska, ale również socjalna. Islam miał jej dać legitymację a priori. A socjal – uzasadnienie post factum. Na obu tych frontach rewolucja w Iranie poniosła klęskę.

Islamska legitymacja rewolucji od początku była podważana przez część ajatollahów. Szyizm, dominujący w Iranie nurt islamu, przed Chomeinim w zasadzie nie miał tradycji politycznych. Cechował się raczej wycofaniem w sprawach publicznych i neutralnością. W tym sensie rewolucja 1979 r. nie była konserwatywna, tylko modernistyczna: wyprodukowała zupełnie nowy ustrój polityczny, który dla wielu duchownych był (nadal jest) sprzeczny z islamem. Po latach represji tych właśnie protestujących duchownych ...