POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 49 (2222) z dnia 1999-12-04; s. 50-53

Kultura

Andrzej Garlicki

Skąd my to znamy

Andrzej Wajda, który ma wspaniałą umiejętność sięgania do dzieł literackich, by przez nie ukazywać problemy dnia dzisiejszego, odkurzył dzieło Juliusza Kadena-Bandrowskiego "Mateusz Bigda" i okazało się ono niezwykle aktualne. Opowiada o Wincentym Witosie i innych politykach II RP, ale telewidz otrzymuje rzecz o jakże mu znanych grach parlamentarnych.

"Mateusza Bigdy - nie przeczytam nigdy" napisał po ukazaniu się w 1932 r. pierwszego tomu powieści Juliusza Kadena-Bandrowskiego poeta i satyryk, redaktor naczelny "Cyrulika Warszawskiego", Jerzy Paczkowski. Kadena, przyzwyczajonego do ataków na jego twórczość, ten wierszyk, który nazwał niemądrym szczególnie, jak się wydaje zabolał. Wyszedł bowiem spod pióra twórcy ideowo mu bliskiego, a w dodatku, na tyle na ile umożliwiała to różnica wieku, zaprzyjaźnionego.

Kaden, gdy w grudniu 1932 r. podpisywał pierwszy tom "Mateusza Bigdy" (od maja powieść szła w odcinkach w sanacyjnej "Gazecie Polskiej"), miał 47 lat i bogaty życiorys. Urodził się w Galicji, w Rzeszowie. Ojciec był lekarzem, a matka pianistką. Miał też być muzykiem i studiował w konserwatoriach we Lwowie, Krakowie, Lipsku i Brukseli. Z powodu złamanej w dzieciństwie ręki nie miał szans, by zostać wirtuozem fortepianu.

Pociągało go pisanie. W 1911 r. debiutował wydaną we Lwowie powieścią "Niezguła" i tomem nowel zatytułowanym "Zawody". Dwa lata później wydał powieść "Proch", w której opisywał, na podstawie własnych doświadczeń, polskie środowisko studenckie w Brukseli. W 1914 r. wydał kolejny tom nowel pt. "...