POLITYKA

Sobota, 24 sierpnia 2019

Polityka - nr 29 (3219) z dnia 2019-07-17; s. 31-33

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Skóra i ości

Śpieszmy się jeść bałtyckiego dorsza. Wygląda na to, że przeciera szlaki klimatycznej zagłady.

Dorsz, słabiej znany pod łacińską nazwą Gadus morhua, okazał się zwykłym gadusem. Chudnie, karłowacieje, a co gorsza gubi charakter. Z dumnego, choć nieco leniwego drapieżnika w zaledwie kilka lat ryba stała się cieniem samej siebie. Trzeba uczciwie przyznać, że wszystko to z wydatną pomocą człowieka. Na przyszły rok naukowcy rekomendują całkowite wstrzymanie połowów w celu zatrzymania katastrofy gatunku. Jest już tak źle, że z naukowcami zgadzają się nawet politycy. Minister Marek Gróbarczyk zapowiedział właśnie, że poprze całkowite wstrzymanie połowów w 2020 r. Chyba że wcześniej sam polegnie pod naporem gniewu polskich rybaków.

W nadmorskiej smażalni pana Mirka świeży bałtycki dorsz to już właściwie towar spod lady. Jego konkurenci nie bawią się nawet w takie niuanse, tylko od razu serwują klientom rozmrażanego albo wciskają dorsza atlantyckiego. Statystyczny Polak je 12,5 kg ryb rocznie. Czyli o 8 kg mniej, niż wynosi średnia światowa. Pod kreską średniej światowej jest również w kwestii świadomości tego, co dostaje na talerzu. Dorsz ...