POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 9 (2234) z dnia 2000-02-26; s. 90-92

Społeczeństwo / Sport

Jacek Nachyła

Slalom do kasy

Tignes. Jedna z najbardziej luksusowych stacji narciarskich, położona na wysokości 2100 m we francuskich Alpach, powstała wbrew protestom tamtejszej ubogiej raczej ludności. Dziś żyje ona w bogactwie.

W 1952 r. postanowiono zbudować zaporę w górnym biegu grożącej wiosną powodziami Isery. Gigantyczna, ponad trzystumetrowej wysokości tama spowodowała zalanie starego Tignes. Mieszkańcy przenieśli się 300 m bliżej szczytów. Dzięki rządowym dotacjom wybudowali nowoczesną, wspaniale usytuowaną stację narciarską. Dziś żyje tam drugie i trzecie pokolenie świetnie rozumiejące, że można dostatnio żyć z turystyki, hotelarstwa i narciarstwa. Zwłaszcza z narciarstwa, gdyż położony nad Tignes lodowiec zapewnia jazdę na deskach przez okrągły rok. Co skwapliwie wykorzystują nie tylko najlepsi zjazdowcy Francji, ale również czołowi alpejczycy świata.

Na stokach całego l´Espace Killy (od nazwiska wielokrotnego ongiś mistrza olimpijskiego Jeana Claude´a Killy) można bawić się w szusowanie na deskach na poziomie turystyczno-amatorskim, a także rozgrywać najtrudniejsze konkurencje w ramach zawodów o Puchar Świata. W Tignes i położonej w sąsiedniej kotlinie Val d´Isere trenują okrągły rok reprezentanci Francji w narciarstwie alpejskim. I to jest pierwszy element tajemnicy potęgi francuskiego narciarstwa. Podobnych stacji jest w Alpach Francuskich kilkadziesiąt. Wprawdzie nie leżą tak wysoko, ale równie doskonale wyposażone są w ...