POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 28 (2306) z dnia 2001-07-14; s. 52-53

Kultura

Łucja Piekarska-Duraj

Ślizg we fluid

Nowe pisma dla młodzieży: koniec buntu, czas na rozrywkę

Kiedyś były gazetki odbijane na ksero i nikt nie miał wątpliwości, że to one właśnie są przejawem rodzimej kultury alternatywnej. Potem cienkie zrazu broszurki przekształciły się w coraz bardziej fachowo drukowane magazyny, a granica między alternatywą a niealternatywą jęła się rozmywać. Dziś w salonach Empiku można kupić rozmaite pisma dla miłośników graffiti, hip-hopu lub tatuażu, zaś w pubach i kawiarniach dostać za darmo bogato ilustrowane magazyny informacyjno-publicystyczne lansujące „podziemne” mody i luźny styl życia.

Najwyraźniej dawna alternatywa i różne, pierwotnie subkulturowe ekspresje wkroczyły w świat komercji. Mam oto przed sobą „Dosdedos”, magazyn adresowany do fanów deskorolek, snowboardu i mocnego hip-hopu. Kolorowe fotografie z Berlina i Londynu przedstawiające dokonania tamtejszych grafficiarzy, wywiady z muzykami, recenzje, listy od czytelników i redakcyjne teksty inkrustowane slangiem, a do tego reklamy sprzętu sportowego, odzieży i telefonów komórkowych. „Dosdedos” nie ukrywa, że opowiada się za daleko idącą swobodą, również w kwestii legalizacji marihuany, ale też żaden czytelnik nie ma wątpliwości, że pismo nie mogłoby się ukazywać, gdyby nie rzeczone reklamy.

To samo dotyczy magazynów propagujących kulturę techno, a nawet tych, które trwają przy sentymentach do dobrego, starego punku i jego dzisiejszych pozostałości. Sam fakt korzystania z oficjalnej dystrybucji pociąga za sobą określone skutki. Ktoś to musi kupić, trzeba więc zachęcić potencjalnego odbiorcę dobrze skomponowaną i rzucającą się w oczy okładką, oryginalnym, a przy tym profesjonalnym układem stron i porządnym czytelnym drukiem. ...