POLITYKA

Piątek, 22 lutego 2019

Polityka - nr 48 (2326) z dnia 2001-12-01; s. 54-55

Kultura

Mirosław Pęczak

Słoma we włosach

Mick Jagger: wieczny rockman

Ukazała się właśnie czwarta solowa płyta Micka Jaggera. 58-letni wokalista The Rolling Stones, najsłynniejszego i najbardziej długowiecznego zespołu rockowego świata, denerwuje się, kiedy dziennikarze pytają go, czy nie czuje się zmęczony 40-letnią działalnością w show-biznesie.

Złośliwi krytycy muzyczni powtarzają, że rock będzie trwał, dopóki ostatni ze Stonesów nie zejdzie ze sceny. Jeden, Brian Jones, odszedł na zawsze dawno temu, w 1969 r. Utopił się we własnym basenie po szalonej alkoholowo-narkotycznej nocy. Basista Bill Wyman od kilku lat pędzi spokojny żywot emeryta na południu Francji. Inni – Keith Richards, Charlie Watts, Ronnie Wood i Mick Jagger sprawiają wrażenie, jakby upływ czasu ich nie dotyczył. Zwłaszcza Jagger, który na koncertach ciągle daje świadectwo żelaznej kondycji.

„Jak na swój wiek jestem bardzo dojrzały. Miewam chwile, kiedy czuję się bardzo dorosły” – mówił niedawno dla „Sunday Timesa” w wywiadzie na okoliczność wydania nowego solowego albumu „Goddessinthedoorway”. Autoironiczna wypowiedź Jaggera nie powinna być traktowana wyłącznie jako chwyt uprzedzający nieznośne pytanie o perspektywę emerytury. Drugie dno tego żartu na własny temat nietrudno dostrzec, kiedy ma się na uwadze medialny wizerunek Jaggera, przez niego samego kultywowany – wizerunek artysty lekceważącego reguły nudnej powagi i towarzyskiego konformizmu. Kiedyś nazwalibyśmy to niezbywalnym elementem etosu rockmana, którego The Rolling Stones byli najbardziej wyrazistym synonimem. Od ...