POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 22 (2707) z dnia 2009-05-30; s. 84-85

Świat

Tomasz Zalewski

Słowo na „n”

Wybór pierwszego afroamerykańskiego prezydenta miał być przełomem, szczególnie dla czarnych. Ale czy ich życie rzeczywiście zmieniło się tak bardzo, jak się spodziewali?

Po ukończeniu szkoły średniej Abdul Muslim początkowo chciał zapisać się do MC, dwuletniego community college, uczelni, która przygotowuje, głównie biedotę i nieudaczników, do zdawania na czteroletni uniwersytet, ale sama w sobie nie daje żadnych szans awansu. Ostatnio postanowił jednak, że będzie studiował w normalnym czteroletnim college’u Norfolk State University (to jeden z tradycyjnych czarnych uniwersytetów amerykańskiego Południa). Zamierza zostać inżynierem optykiem. Do zmiany planów – jak mówi – skłonił go wybór pierwszego afroamerykańskiego prezydenta. – Obama pozwolił mi inaczej spojrzeć na życie. Otworzył drzwi dla wszystkich – mówi. – Nie ma już wymówki, że czegoś nie można osiągnąć, bo rasa jest barierą nie do przebycia – dodaje jego koleżanka Ashley Dwumfour.

Dla mojego pokolenia wydawało się to nierealne – mówi o wyborze Obamy dwa razy starszy od obojga Michael Hunt, koordynator programów w szkole. – Od lat mówiliśmy uczniom, że wszystkie drogi stoją przed nimi otworem, ale sami w to nie wierzyliśmy. Rasizm w tym kraju jest zinstytucjonalizowany. Ale teraz trudniej ...