POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 17 (2501) z dnia 2005-04-30; s. 116-121

Na własne oczy

Igor T. Miecik

Słowo weterana

9 maja 2005 r. weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej jeszcze raz przemaszerują przez plac Czerwony w Moskwie. Jeszcze raz wojskowe komisje lekarskie orzekały, kto jest zdatny. Szereg i krok defiladowy mają być utrzymane. Nikt nie może tu zasłabnąć ani się potknąć. Patrzeć będą prezydent Putin i cały świat.

Sześćdziesiąt lat temu przemaszerowali przez Polskę. Dziś w Polsce to, co pamiętają, a przede wszystkim – jak pamiętają, może szokować. Ale nie w Rosji. Tam słowa weterana nadal są niemal święte. Miniatura orderu Wielkiej Ojczyźnianej w klapie, po krótkim okresie dewaluacji w latach 90., znów znamionuje człowieka najwyższego zaufania publicznego. Wspomnienia weteranów powtarzane po tysiąckroć na rodzinnych rautach i szkolnych akademiach, spisywane w podręcznikach, układają się w zbiorową historyczną świadomość współczesnej Rosji.

Władymir Fiodorowicz Stelmaszuk
z batalionu im. Stalina 4 Zachodnio-białoruskiej Brygady Partyzanckiej. 80 lat. W 1944 r. wcielony w stopniu szeregowca do 12 Pińskiej Gwardyjskiej Dywizji Strzeleckiej odznaczonej Orderem Suworowa II Stopnia. W maju 1945 r. starszy szeregowy. Radiotelegrafista. Odznaczony Orderem Wojny Ojczyźnianej Drugiego Stopnia, Medalem Partyzanta Wojny Ojczyźnianej i Medalem za Odwagę.

Urodziłem się i wychowałem w Pińsku (czyli w II RP – przyp. red.). Pierwszy raz zobaczyłem żołnierzy Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. Miał...