POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 34 (3023) z dnia 2015-08-19; s. 20-23

Raport. Polska przed wyborem

Joanna Solska

Służba zdrowia do leczenia

Każda kolejna ekipa rządząca reformuje publiczną służbę zdrowia po swojemu, od nowa. Zyskuje kilka miesięcy, po czym okazuje się, że się nie poprawiło. Ciągle jest źle, ale inaczej. PiS idzie jeszcze dalej, zapowiada rewolucję, czyli powrót do stanu sprzed 1999 r. Pomoże?

Trzeba przypomnieć, po co jedliśmy tę żabę, zmieniając system ochrony zdrowia. Rząd AWS-UW, z Jerzym Buzkiem jako premierem, włączył zdrowie do tzw. pakietu czterech wielkich reform. Zmian domagali się wszyscy: pacjenci, lekarze i pielęgniarki. W systemie odziedziczonym po PRL pieniądze na opiekę zdrowotną były przydzielane z budżetu państwa. Ale minister zdrowia nigdy nie miał siły przebicia i zawsze dostawał za mało. Placówki medyczne cierpiały na chroniczne niedoinwestowanie. Płace pracowników służby zdrowia tradycyjnie sytuowały się w ogonie budżetówki, lekarzy były wciąż żenujące. Więc głównym postulatem środowisk medycznych było oderwanie pieniędzy na służbę zdrowia od woli polityków, zapewnienie stałego dopływu pieniędzy. Tym większych, im szybciej rozwijać się będzie gospodarka, bo wraz z nią rosnąć miały nasze zarobki.

Pierwotnie składka na zdrowie, odliczana od podatku, miała wynosić 10 proc. zarobków. Żeby jednak skłonić placówki medyczne do bardziej skrzętnego gospodarowania pieniędzmi, obcięto ją do 7,5 proc. Zadbał o to wicepremier Leszek Balcerowicz, który uważał, że ł...