POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 50 (2837) z dnia 2011-12-07; s. 20-22

Polityka

Bianka MikołajewskaPiotr Pytlakowski

Służby po służbie

Każdy, kto ogląda szpiegowskie filmy, ma zakodowane: służby specjalne nigdy nie zrywają kontaktu ze swoimi byłymi pracownikami. Dawni oficerowie polskiego wywiadu i kontrwywiadu przekonują, że u nas pod tym względem jest inaczej niż na całym świecie.

Kolejne polityczne ekipy co kilka lat wymiatają ze służb setki funkcjonariuszy. Nikogo nie obchodzi, co się z nimi potem dzieje, jak zarabiają na życie. Teoretycznie objęci są ochroną kontrwywiadowczą – by nie podjęli współpracy z obcymi wywiadami, ale w praktyce nawet ta forma zainteresowania służb swoimi byłymi pracownikami nie działa. By upilnować wszystkich „byłych”, trzeba byłoby zatrudnić setki nowych agentów.

– Na świecie im wyższej rangi funkcjonariusz, tym bardziej państwo o niego dba po odejściu z służby, daje mu wyższe stanowiska w korporacjach – żeby nie czuł się poszkodowany, opuszczony. Żeby nie myślał o wiedzy, którą posiada – co z nią zrobić, jak ją sprzedać – mówił nam kilka lat temu Gromosław Czempiński. – U nas zwalnia się ludzi i pilnuje, żeby im było źle. Nam nie wolno pisać wspomnień, niemile widziane jest zaangażowanie w politykę i w biznes. To z czego mamy żyć? – pytał rozżalony.

Nie brzmiało to przekonująco – niektórzy ...