POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 34 (2155) z dnia 1998-08-22; s. 30-32

Świat

Roman Strzemiecki

Śmierć z ciężarówki

Gdyby konsul generalny Julian Bradley wziął udział w spotkaniu na piątym piętrze, gdzie eksplozję odczuto najsłabiej, byłby żył. Gdyby  jego syn Jay nie dostał w ambasadzie wakacyjnej pracy, lecz wyjechał do kraju, też by żył. Zginęli jak kilku innych Amerykanów i około 240 Kenijczyków oraz 10 Tanzańczyków.

Centralna Agencja Wywiadowcza ujawniła, że w zeszłym roku udaremniła dwa zaawansowane organizacyjnie zamachy na ambasady amerykańskie i pokrzyżowała plany trzech. W tym roku już dwóch nie udaremniła. Teraz wszyscy pytają CIA, dlaczego? W jerozolimskim dzienniku "Haarec" pojawił się przeciek, że służby izraelskie ostrzegały Amerykanów przed zamachami w Nairobi i Dar es-Salaam. Ci jednak zlekceważyli informację. Ale to nic pewnego. Parę rzeczy jest jednak pewnych.

Jednoczesne niemal zdetonowanie ciężarówek z prochem u progu obu ambasad oznacza, że operację zaplanowano z zagranicy. Po drugie: tak przeprowadzone zamachy, oprócz tego, że były swego rodzaju odwetem, miały też być przesłaniem. Po trzecie: celem był symbol Ameryki jako takiej, co z góry wyklucza atak jakichś wewnętrznych sił amerykańskich, jak w przypadku wysadzenia w powietrze gmachu władz stanowych w Oklahomie. Ponadto, obiektem agresji nie były Kenia i Tanzania, państwa - choć sąsiedzkie - bardzo różne. O ile pierwsza udostępnia Mombasę lotniskowcom amerykańskim, o tyle związki drugiej z Waszyngtonem były i są luźne.

Ale wybór nie wydaje się przypadkowy. ...