POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 30 (3069) z dnia 2016-07-20; s. 61

Historia

Ryszard Marek Groński

Śmieszna zmiana

W różnych czasach śmiano się z różnych rzeczy. Najśmieszniej było wtedy, kiedy to władza chciała decydować, z czego się śmiać.

Zawód satyryk? – Same zawody – powiadał monologista w czasach II Rzeczpospolitej. Jak to zwykle u kabareciarzy bywa, przesadził: satyra w tamtych latach stała się ważnym elementem życia politycznego i obyczajowości. Decydowały o tym talenty autorskie i aktorskie, docenienie rozrywkowej na pozór twórczości nawet przez sfery rządzące. Zapraszanie na szopki do Belwederu przez Marszałka, miejsce Wieniawy przy stoliku skamandrytów w Ziemiańskiej, obecność na premierach w teatrzykach i kabaretach to była norma. Prawda, nieraz interweniowała cenzura, konfiskując teksty i rysunki w „Cyruliku Warszawskim” czy „Szpilkach”, lecz nie wpływało to na obraz całości.

Czołowi satyrycy II RP zwalczali endecję i faszyzujących narodowców. Ośmieszali i wykpiwali ich mocarstwowe ciągoty skuteczniej niż przynudzający publicyści i niestroniący od patosu politycy. Nic więc dziwnego, że o roli dowcipu jako narzędzia propagandy nie zapomnieli ci, co w Lublinie zakładali podwaliny pod Ludową. W 1944 r. ukazał się pierwszy numer satyrycznego pisma „Stańczyk”. Oprócz Hitlera, walki z III Rzeszą „Stańczyk” wiele uwagi poświęcał wrogom ludowej władzy, londyńskiemu ...