POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2901) z dnia 2013-03-27; s. 98-100

Kultura

Janusz Wróblewski

Smoki dla dorosłych

„Gra o tron” to serial, jakiego do tej pory w telewizji nie było. Szekspirowskie namiętności, średniowieczne okrucieństwo i fatalizm antycznych tragedii mieszają się w nim z popkulturową mitologią, tworząc jedyną w swoim rodzaju filmową fantazję.

Produkcja bijącego rekordy popularności serialu kosztowała amerykańską stację HBO majątek. Epickim rozmachem i wizualną perfekcją śmiało może konkurować z „Władcą Pierścieni”. Akcja toczy się na przemian w siedmiu królestwach. Geograficznie i kulturowo kojarzących się z Wyspami Brytyjskimi. Skute lodem północne krańce zamieszkują pustelnicy, hordy dzikich ludzi oraz demony. Od cywilizowanego świata oddziela ją wysoki, kilkudziesięciometrowy mur (na podobieństwo wału Hadriana). Ludy innych krain północy (gdzie panuje klan Starków) są obowiązkowe, pracowite, honorowe, a południa (klan Lannisterów) leniwe, lubieżne i okrutne, co z grubsza odpowiada współczesnemu stereotypowemu podziałowi Europy na bogatą i odpowiedzialną północ oraz biedne i egoistyczne południe.

Śmiertelne intrygi, spiski, jak to na królewskich dworach, snują wszyscy. Wolne od podstępnych, wścibskich oczu są jedynie alkowy i niecierpiące na brak klientów przybytki płatnej rozkoszy. W serialu mnożą się ujęcia wielu odmian miłosnych uciech, wszelako miłośnicy innego typu rozrywki też znajdą paletę atrakcji: od spektakularnych bitew morskich, rycerskich pojedynków i szokujących scen religijnych obrzędów po ...