POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 42 (3182) z dnia 2018-10-17; s. 22-24

Polityka

Ziemowit Szczerek

Smutek świętego Huberta

Myśliwi czekali, aż nagonka wypłoszy im zwierzęta na lufy. Zwierzęta się jednak nie kwapiły. Myśliwi stali smutno, podchodzili ekolodzy i próbowali z nimi dyskutować. Aż robiło się tych myśliwych zwyczajnie żal. Taki był tegoroczny Hubertus.

W tym roku na węgrowskim Hubertusie, święcie myśliwych, nie było karety z bajki. Tej z zeszłego roku. To wtedy media obiegły zdjęcia bonzów kościelnych i partyjnych, między innymi biskupa Antoniego Pacyfika Dydycza i ówczesnego ministra ochrony środowiska Jana Szyszki, w karocy rodem z baśni Disneya: wielkiej, kulistej, w kształcie zaczarowanej dyni. Słowem – idealnej dla przewiezienia bajecznie bogatych dzieci na pokaz nowego filmu o Kopciuszku czy Królewnie Śnieżce. Bonzowie, widać było na zdjęciach, byli zachwyceni, kareta błyszczała i uświetniła swoim blaskiem i zawartością doroczne węgrowskie święto myśliwych.

Tylko że później internet śmiał się z tego przez ładnych kilka miesięcy. A właściwie do dziś się śmieje.

No więc tym razem karety nie było. Mimo że Hubertus jubileuszowy, bo dziesiąty, i to w 100-lecie odzyskania niepodległości. Trochę przez tę internetową bekę, trochę zapewne przez to, że film „Kler”, piętnujący m.in. proluksusową orientację polskiego Kościoł...