POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 37 (2158) z dnia 1998-09-12; s. 40

Świat

Adam Krzemiński

SPD w pikielhaubie

Zdawałoby się, że Niemcy to już Ameryka. Kampania wyborcza toczy się niemal wyłącznie wokół osób, a nie treści. Jednak Niemcy to nie Ameryka i niemiecka przeszłość nieoczekiwanie wybuchła również w kampanii wyborczej: czy przerwać budowę monumentalnego pomnika ofiar Holocaustu, a w zamian za to odbudować zamek Hohenzollernów?

Zupełnie nieoczekiwanie obok zwykłych tematów kampanii wyborczej, jak bezrobocie, reforma państwa socjalnego i polityka europejska (wspólna waluta, napływ nielegalnych pracowników, wzrost przestępczości), w niemieckiej kampanii wyborczej pojawił się temat nowy: państwowa polityka kulturalna i publiczna prezentacja - jak to się w Niemczech mówi - sensów niemieckiej historii. Gerhard Schröder zapowiedział mianowicie utworzenie w swym gabinecie urzędu pełnomocnika do spraw kultury i zaprezentował kandydata: Michaela Naumanna. I urząd, i osoba z miejsca wywołały gwałtowne polemiki.

Po pierwsze ojcowie założyciele Republiki Federalnej - obawiając się zmór przeszłości, scentralizowanej polityki kulturalnej i propagandowej III Rzeszy - założyli, że cała sfera oświaty i kultury powinna być zdecentralizowana i pozostawać w gestii landów. Nigdy nie było w RFN federalnego ministerstwa kultury czy oświaty.

Po drugie Michael Naumann sprowokował kolejną dyskusję na temat niemieckiej przeszłości, ponieważ z miejsca wypowiedział się przeciwko budowie w Berlinie monumentalnego pomnika ofiar Holocaustu, natomiast za odbudową ...