POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 15 (3156) z dnia 2018-04-11; s. 51-53

Świat

Artur Domosławski

Spluwa i szajba

Zamiłowanie Ameryki do broni to choroba, na którą nikt mądry nie wynalazł lekarstwa – zresztą chora uporczywie odmawia leczenia. Czy uczniowie „maszerujący o swoje życie” przekonają ją, by podjęła terapię?

Mówią, że nie są w stanie oglądać ulubionych filmów akcji, gdzie jest dużo wystrzałów, bo natychmiast odżywa w nich TO. TO, czyli wspomnienie masakry, którą przeżyli w szkole w miasteczku Parkland na Florydzie, gdzie w połowie lutego 19-latek zastrzelił z karabinu AR-15 14 uczniów, trzech nauczycieli i ranił kilkanaścioro innych.

Tydzień przed Wielkanocą wraz z uczniami z Parkland swój sprzeciw, wściekłość i rozpacz wykrzyczało przed Kapitolem w Waszyngtonie 200 tys. demonstrantów z różnych części Ameryki, a mniejsze marsze nazywane marszami o swoje życie („March for Our Lives”) i pikiety odbyły się w ponad 700 miastach w USA i blisko 40 na świecie. „Ilu jeszcze?”, „Nigdy więcej” – niektóre hasła z transparentów.

Padają słowa, że to rewolucja. Uczniowie domagają się od polityków, by przestali przyjmować fundusze od potężnego Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego (NRA), które promuje broń niczym lek na całe zło świata, a jej posiadanie jako niezbywalne prawo człowieka. Żądają ...