POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 12 (2185) z dnia 1999-03-20; s. 34-36

Kraj

Mariusz Urbanek

Spod togi

- Nie spotkałem się z żadną negatywną reakcją ze strony pracowników ani oskarżonych - twierdzi jeden z prokuratorów rejonowych odwołany z funkcji - po ujawnieniu jego współpracy z SB - przez minister Hannę Suchocką. Ale inny mówi, że poczuł się zaszczuty, obarczony winą za 40 lat PRL.

To było moje państwo

Jednym z sędziów, których nazwisko znalazło się na liście współpracowników organów bezpieczeństwa, jest Roman Kasperkiewicz z Ząbkowic Śląskich. - Tak, świadomie współpracowałem ze służbami bezpieczeństwa. Wiedziałem, co robię i nikt mnie do tego nie zmuszał. To były służby państwa, które uważałem za swoje - mówi. - Nie widziałem w tym nic złego ani wtedy, ani teraz, choć z organami obecnego państwa nie współpracowałbym.

W 1982 r. jechał wraz z grupą innych studentów do Berna, na zaproszenie organizacji lewicowej młodzieży szwajcarskiej. Oficer SB, wręczając mu paszport, poprosił o raport, jeśli podczas podróży wydarzy się coś ciekawego. Nie straszył, że w razie odmowy zatrzyma paszport. - Po powrocie do Polski napisałem raport o tym, że zginęły nam bagaże i odnalazły się na stacji, na której nigdy nie byliśmy - opowiada Kasperkiewicz. - Podpisałem się pod nim imieniem i nazwiskiem.

W stanie wojennym zakładał ...