POLITYKA

Czwartek, 22 sierpnia 2019

Polityka - nr 18 (2652) z dnia 2008-05-03; s. 108-110

Ludzie / Obyczaje

Ryszarda Socha  [wsp.]Jan DziadulAndrzej Bęben  [wsp.]

Społeczny, a nie konieczny

Początek maja za PRL był czasem czynów społecznych. Traktowano je jak roboty przymusowe, bo o dobrowolności raczej nie było mowy. I jak pokazówki, w których partyjni bonzowie z łopatami w ręku bratali się z masami pracującymi. Czy w nowych czasach czyny społeczne mają jeszcze sens?

Adam Gierek, europoseł, rzucił w Strasburgu hasło, aby dla uczczenia 50-lecia Parlamentu Europejskiego zasadzić w każdym unijnym kraju w czynie społecznym 50 tys. drzew. Na razie w Europie nie ma odzewu. Inicjatywę sadzenia Lasu Europejskiego podjęło jedynie Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka z Sosnowca. W pierwszą sobotę kwietnia ponad stu ochotników sadziło, jak za dawnych lat, 5 tys. sosen w okolicach Łaz Błędowskich, na terenach Nadleśnictwa Siewierz. Czy to się może przyjąć?

W czasach PRL praca w czynie społecznym była synonimem bylejakości i działania na pokaz. – Niekoniecznie się z tym zgadzam, choć bez wątpienia idea pracy za darmo na rzecz wspólnoty została skutecznie ośmieszona – mówi Maciej Adamiec, radny z Sosnowca, szef SDPL na Śląsku. Pracował przy sadzeniu Lasu Europejskiego. Pamięta też, że jako uczeń sadził drzewka na swoim osiedlu. – Dzisiaj to piękne okazy i nie ma znaczenia, z jakiej okazji i na czyje polecenie kazano nam je wkopać. Dzięki ...