POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 2 (2687) z dnia 2009-01-10; s. 26-28

Kraj

Barbara Pietkiewicz

Sponsorówki

Na 900 tys. studiujących w Polsce dziewczyn ponoć co dziewiąta dorabia sobie ciałem.

Studentki nie stoją na ulicach. Mają wielkie wzięcie w agencjach towarzyskich, bo miłe, umieją sensownie porozmawiać z klientami, którzy często równie gorąco jak seksu potrzebują wygadania się, zrozumienia i odrobiny uwielbienia kobiecego. Taka łatwiej umie być słodką idiotką, samarytanką albo sawantką – nasz klient, nasz pan. Zwłaszcza jeśli już nabyła w agencji trochę doświadczenia i pozbyła się początkowych frustracji.

To wcale nie jest lekki chleb, zajęcie bywa obrzydliwe, bo trzeba przy tym tłumić wstręt i gwałcić siebie samą, choć, jak twierdzą znawcy przedmiotu, bywają osoby, które właśnie lubią seks na tony i z kim popadnie.

Wiele agencjuszek marzy o znalezieniu wśród klientów męża albo partnera na stałe i to się zdarza wcale nierzadko – mówi Joanna Sztobryn-Giercuszkiewicz, autorka książki „Psychologiczne aspekty prostytucji”. A jeśli nie męża czy stałego narzeczonego, to przynajmniej sponsora. Mając takiego zarabia się mniej, ale komfort pracy jest wyższy.

Sponsorowana, jak należy przypuszczać, rzadziej staje się sponsorowaną, przechodząc ...