POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 48 (2169) z dnia 1998-11-28; s. 17

Wydarzenia

Wojciech Markiewicz

Spór o mur

Niemal gotowy terminal celny w Koroszczynie, zbudowany kosztem 150 mln zł, to według Janusza Paczochy, prezesa Głównego Urzędu Ceł, knot nie spełniający wymogów GUC i Straży Granicznej. Jako taki nie zostanie uruchomiony. Wybuduje się nowy. Nie sposób więc nie zapytać, o co tu naprawdę chodzi?

Jeszcze kilka miesięcy temu pracownicy biura prasowego GUC wozili dziennikarzy do Koroszczyna (na granicy polsko-białoruskiej, niedaleko Terespola) i z dumą pokazywali budowę terminalu. Miał to być wzorcowy przykład współpracy kapitału prywatnego z państwowym, pierwsza ze sztandarowych placówek celnych na przyszłej, wschodniej granicy Unii: ruchome platformy do rozładunku TIR-ów, urządzenia do prześwietlania ładunków, chłodnie, pomieszczenia dla służb weterynaryjnych, natryski, poczekalnie, restauracje, bary, stacja paliw. Nowoczesny system komputerowy za 5 mln zł, który trudno oszukać, 60 ruchomych kamer, które mogą nieprzerwanie śledzić ruch na 5-kilometrowej drodze celnej do granicy. Już wówczas terminal, mimo że nie skończony, bardziej przypominał nowoczesny port lotniczy niż przejście graniczne. Teraz to wszystko jest gotowe. I czeka.

W 1993 r. z myślą o wybudowaniu terminalu powstała spółka Podlasie, przekształcona później w Polskie Konsorcjum Gospodarcze (PKG), którego udziałowcami są Animex, BPH, Elektrim, Exbud (generalny wykonawca), Kopex, Mostostal, Stalexport oraz spółka Conseco. Ponad 100 mln zł wyłożył na budowę Skarb Państwa, prawie 50 mln zł PKG, ...