POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 23 (2455) z dnia 2004-06-05; s. 3-10

Raport

Piotr PytlakowskiTadeusz Olszański

Sport małowyczynowy

Działacze mają się coraz lepiej, a sportowcy odwrotnie. Przybywa pływalni, kortów i boisk, za to wybitnych zawodników jak na lekarstwo. A olimpiada w Atenach za chwilę. W Sydney, na poprzednich letnich igrzyskach, Polska zdobyła zaledwie 14 medali i uznano, że to klapa. Teraz zanosi się, że będzie jeszcze gorzej. Sukces siatkarzy, którzy rzutem na taśmę zakwalifikowali się na igrzyska, niczego nie zmienia.

Pewien uważany za sportową nadzieję 14-latek z województwa warmińsko-mazurskiego, utalentowany gimnastyk, podjął decyzję. – Rzucam to – oświadczył trenerowi. Opiekun chciał wiedzieć, dlaczego? – Bo to nieopłacalne. Nic tylko trenować i trenować – wyjaśnił chłopiec. – Biorę się za piłkę nożną.

To w ogóle cud, że jeszcze są młodzi ludzie chętni do uprawiania takich dyscyplin jak gimnastyka, lekka atletyka, zapasy, pięciobój nowoczesny, pływanie, kajakarstwo czy wioślarstwo. Klasyczne konkurencje sportowe znikły z pola widzenia, bo obraz sportu lansowany przez media ogranicza się do piłki nożnej. Poza tym trochę koszykówki i siatkówki. Zimą, rzecz jasna, skoki narciarskie, ale to od niedawna i wyłącznie dzięki sukcesom Adama Małysza. Reszta dyscyplin traktowana jest niczym piąte koło u wozu. Kiedy zapytano, dlaczego telewizja publiczna nie chce transmitować Mistrzostw Europy w kajakarstwie (odbyły się na poznańskiej Malcie w dniach od 21 do 23 maja), padła odpowiedź niepozostawiająca złudzeń: bo naszych widzów ...