POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 36 (2366) z dnia 2002-09-07; s. 24-26

Kraj / Smród po wakacjach

Marcin MellerIwona Chaszczewicz  [wsp.]Katarzyna Górska  [wsp.]Aneta Radziszewska  [wsp.]

Sprawa do załatwienia

Jak co roku w czasie wakacji załatwiliśmy Polskę wzdłuż i wszerz. Od gór po morze. Zapaskudzone są nadbałtyckie wydmy, parkingi leśne przypominają szamba, górskie doliny mienią się serpentynami papieru toaletowego.

Najpierw kwestia słownictwa rażącego być może wrażliwsze uszy. Kathleen Meyer, amerykańska przewodniczka turystyczna, wydała przed laty światowy bestseller pod tytułem „How to shit in the Woods”, co należałoby przetłumaczyć „Jak się wysrać w lesie”. W polskim tłumaczeniu (nakład, niestety, wyczerpany) tytuł zmieniono na: „Ekologiczna defekacja, czyli jak się załatwiać, żeby nie załatwić lasu” . Stało się tak na prośbę Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, który wspomógł finansowo publikację. Jak mówi Stanisław Pisarek, właściciel wydawnictwa Stapis, ujęło go typowo amerykańskie, praktyczne i okraszone poczuciem humoru podejście do problemu. Poza tym jako alpinista doceniał wagę problemu defekacji terenowej, która nie szkodziłaby środowisku i powszechnym kanonom estetyki.

Według Meyer słowa mocz, defekacja, wypróżnienie czy stolec mają konotacje jednoznacznie szpitalne. „Łazienka i toaleta są eufemizmami i nie pasują tam, gdzie ich faktycznie nie ma, podobnie wygódka czy szalet”. Ktoś, kto obejrzał poturystyczne pozostałości, rzadko użyje innego ...