POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 4 (2942) z dnia 2014-01-22; s. 26-27

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Sprawa Orłowa

Gdyby przed laty Aleksander Orłow nie został Polakiem, być może nie siedziałby dzisiaj w odeskim więzieniu z absurdalnym zarzutem.

Aleksandra Orłowa oskarżono o zlecenie zabójstwa inspektora ruchu drogowego Siarhieja Mroczko, chociaż nie wskazano motywu. Zbrodni w 2007 r. dokonali dwaj młodzi, spokrewnieni ze sobą narkomani. Zatrzymano ich po czterech latach. Jeden obciążył Orłowa, że to on dał zlecenie zlikwidowania inspektora drogówki. Drugi podejrzany początkowo nie wspominał o Orłowie, dopiero podczas jednego z kolejnych przesłuchań cudownie odświeżył sobie pamięć. W 2011 r. Orłow trafił za kraty. Nie przyznał się do winy.

Siedzi już ponad dwa lata, zdrowie szwankuje, brakuje energii, ma 59 lat, to nie jest dobry wiek dla wyplątywania się z więziennej matni. Krzyczy zza krat, ale świat go nie słyszy, bo wszystko zagłusza tumult z kijowskiego Majdanu. Pisał z więzienia do swojego imiennika, Aleksandra Kwaśniewskiego, aby ten go ratował, ale były polski prezydent nie odpowiedział.

Wyprawa do wolności

Orłow jest ukraińskim patriotą narodowości rosyjskiej z polskim obywatelstwem. Postać barwna, losy poplątane. Za czasów ZSRR rodzice przywędrowali do Odessy, ojciec, bohater wojny ojczyźnianej, pracował jako dziennikarz w lokalnej gazecie. Aleksander skończył szkołę morską, ...