POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 15 (2188) z dnia 1999-04-10; s. 34-35

Świat

Zdzisław Raczyński

Sprośne taśmy

Wizyta Moniki Lewinsky została co prawda odwołana (jako protest przeciwko NATO), ale na szczęście mamy naszą Monicagate - skomentował najnowszy polityczno-obyczajowy skandal w Moskwie krasnojarski gubernator Aleksander Lebiedź. Bohaterowie zamienili się rolami. Obrońcą moralności jest prezydent Borys Jelcyn, a niefortunnym amatorem przygód prokurator generalny Jurij Skuratow. Ale chodzi o to samo - o władzę, pieniądze i o pozbawienie prezydenta stanowiska.

Kiedy prokurator generalny Rosji Jurij Skuratow podał się do dymisji, mało kto uwierzył, że przyczyną jego odejścia jest zły stan zdrowia, na co prokurator powoływał się w liście do prezydenta Jelcyna. Komentatorzy byli skłonni dopatrywać się rzeczywistych powodów ustąpienia Skuratowa w rozpoczętej tydzień wcześniej ofensywie prokuratury przeciwko finansowemu imperium Borysa Bierezowskiego. Wydawało się logiczne, że zarządzone przez Prokuraturę Generalną rewizje w firmach Bierezowskiego Sibnieft i Atoll sprowokowały oligarcha, zaprzyjaźnionego z rodziną i najbliższym otoczeniem Jelcyna, do podjęcia skutecznych działań odwetowych. Jeśli nawet była w tej interpretacji prawda, to tylko częściowa.

W przeddzień dymisji Jurij Skuratow miał dość długą rozmowę z generałem Nikołajem Bordiużą, ówczesnym szefem prezydenckiej administracji, a jednocześnie sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Rosji, czyli człowiekiem nr 2 w kremlowskiej hierarchii władzy. Jak twierdzą wtajemniczeni, Bordiuża pokazał Jurijowi Skuratowowi kasetę wideo z prawie półtoragodzinnym filmem pornograficznym. Jakość zdjęć robionych ukrytą kamerą była może nie najwyższa, ale nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że 2 stycznia 1998 r. od godz. 12.28 do 13.45 pan prokurator oddawał się wymyślnym ...