POLITYKA

Piątek, 22 lutego 2019

Polityka - nr 36 (2366) z dnia 2002-09-07; s. 15

Komentarze

Jerzy Baczyński

Sprzedam milion za 75 tys. zł

Kiedy czyta się projekt ustawy o abolicji podatkowej, nożyce się otwierają

Rząd przyjął i skierował do Sejmu kolejny, dość kontrowersyjny, pomysł wicepremiera Grzegorza Kołodki: chodzi o tzw. abolicję podatkową, czyli jednorazową operację zalegalizowania nieujawnionych przed urzędem skarbowym dochodów, uzupełnioną pomysłem składania przez podatników deklaracji majątkowych. Grzegorz Kołodko przyniósł na konferencję prasową nożyczki, uprzedzając, że przeciw – jak przysłowiowe nożyce – odezwą się głównie ci, co mają nieczyste sumienie. Ale chyba przez chwilę można jeszcze pobrzęczeć?

Pomysł z abolicją (zgłaszasz dobrowolnie nieujawnione w latach 1996–2001 dochody, płacisz od nich 7,5-proc. podatek i jesteś czysty) ma pewien wdzięk. Minister finansów szuka gorączkowo jakichś pieniędzy znikąd, aby zmniejszyć przyszłoroczny deficyt budżetowy (co się chwali). Najpierw więc zaproponował przedsiębiorstwom umorzenie – w praktyce nieściągalnych – zaległości podatkowych i zusowskich w zamian za jednorazową opłatę restrukturyzacyjną, teraz podobną ofertę składa osobom fizycznym. Rachunek jest oczywisty: zamiast teoretycznych należności budżetowych mogą być jakieś prawdziwe pieniądze. Koszty są głównie moralne: obraza uczciwych podatników. Ale jeś...