POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 13 (2497) z dnia 2005-04-02; s. 41-43

Gospodarka / Wrzuć i kup

Paweł Wrabec

Sprzedawca z blachy

Żyjemy coraz szybciej. Kawa i kanapka w biegu to dla wielu ludzi codzienny rytuał. Odpowiedzią rynku na ten styl życia są uliczne i biurowe automaty. Wciskają się wszędzie, sprzedają nam niemal wszystko: jeszcze jedno koślawe dziecko współczesnej cywilizacji.

Te najprostsze, najbardziej popularne wydają gorące lub zimne napoje, słodycze, papierosy. Ale mają już licznych braci i siostry. W brytyjskich hotelach na ścianach wiszą szafy sprzedające pastę do zębów, szczoteczki, podpaski. Włoszki chętnie kupują w automatach rajstopy. Japończycy ryż i jajka. Szwajcarzy rezerwują w nich rodzinne wczasy. Na lotnisku w Chicago ustawiono rząd maszyn, które wydają gorące posiłki. Obok stoi automatyczna wypożyczalnia telefonów komórkowych. Jeśli komuś telefon się wyładuje, to w osobnej szafce wzmocni wyczerpane baterie.

W Europie Zachodniej liczbę takich automatów szacuje się na ponad 5 mln. Polski rynek vendingu (tak po angielsku nazywa się ten rodzaj usług) jest jeszcze w powijakach – działa na razie około 20 tys. maszyn. Sami Niemcy mają ich pół miliona. Te ogromne różnice wynikają z uwarunkowań historycznych. Już dwadzieścia lat temu mieszkaniec Niemiec kupował zimną puszkę coca-coli z automatu. Polak w tym samym czasie mógł liczyć co najwyżej na łyk ciepłej „gruźliczanki” – wody sodowej serwowanej z ...