POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 42 (2929) z dnia 2013-10-16; s. 26-28

Kraj

Ryszarda Socha

Spustoszeni

Konsekwencje narkomanii są dziś inne niż dekadę temu. Nowe narkotyki niszczą ciało i mózg w nieznanej dotąd skali. W ośrodku w Wandzinie widać to jak w soczewce.

Słoneczny dzień, więc przed ośrodkiem zwanym Niebiańskim stoją wózki i chodziki. Ci na wózkach – zwykle niewiele po dwudziestce. Niejednego, przez drżenia kończyn, można by wziąć za chorego na parkinsona. Innym laik mógłby przypisać porażenie mózgowe, tak mają poprzykurczane i pogięte ciała. Ci, którzy pomagają wózkom dotrzeć do stołówki czy w inne miejsca wandzińskiej enklawy, są z poprzedniego rzutu, gdy jeszcze narkotyki nie czyniły tak spektakularnych spustoszeń. To narkomani z 20, 25-letnim stażem. – Ci po kompocie w miarę się trzymają. Gorzej po nowszych wynalazkach – albo na nogi pada, albo na umysł – mówią weterani. Kompociarze, którzy z narkotykami zaczęli dekady temu, dzisiaj niczym niańki obsługują narkomanów młodszych o niemal dwa pokolenia. Przystawiają im do ust kubki z napojami, karmią batonikami, podsuwają zapalone papierosy.

Inny raj

Niebiański wziął nazwę od koloru tynku, który źle się sprzedawał i producent przekazał go w darze. Oddział jest cząstką dużego kompleksu – największego w Polsce – ...