POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 28 (2253) z dnia 2000-07-08; s. 34-35

Świat

Grzegorz Dobiecki

Stan powojenny

Rozmowa z Rhedą Bekatem, redaktorem naczelnym niezależnego algierskiego dziennika „El Watan”

Kto faktycznie sprawuje władzę w Algierii? Prezydent, rząd czy armia?

Wojsko, jak zresztą w wielu innych krajach Trzeciego Świata, ma pozycję szczególną. Ma to swoje historyczne uzasadnienie; gdy dekolonizacja oznaczała wojnę, armia wyzwoleńcza zdobywała w jej trakcie legitymację do reprezentowania narodu. Stawała się główną siłą w kraju, z czasem – prawowitym depozytariuszem władzy. I pozostaje nim w znacznej mierze do dzisiaj. Inaczej mówiąc, kiedy w określonym momencie trzeba było wybrać prezydenta – wybrała go armia.

Czy taka specjalna pozycja armii oznacza jej bezkarność?

Uważam, że wojsko nie może uchylać się od odpowiedzialności za wszelkie wypadki łamania prawa, za tortury i morderstwa. I to nie tylko jako abstrakcyjna instytucja, lecz jako konkretni ludzie, czy to generałowie, czy zwykli żołnierze. Czytając niezależną prasę algierską, dostrzeże pan bez trudu, że wskazujemy i potępiamy regularnie wszelkie przypadki łamania prawa przez armię. Odpowiedzialność w takiej sytuacji musi stać się normą, jak w każdym demokratycznym państwie. Nie przypuszczam jednak, byśmy rychło ...

Krótka historia terroru

Algieria to drugi co do wielkości (po Sudanie) kraj w Afryce o powierzchni ponad 2,3 mln km kw. 80 proc. tego obszaru to Sahara. Ludność – powyżej 30 mln. Dochód roczny na jednego mieszkańca wynosi 1,5 tys. USD, ale połowa ludności żyje poniżej progu ubóstwa. Bezrobocie: 30 proc., wśród młodzieży – ponad 50 proc. Główne bogactwo – ropa naftowa i gaz ziemny (światowy potentat). Ich eksport przynosi ok. 90 proc. dochodów państwa, ocenianych rocznie na 13 mld USD. Zachodnich inwestorów, a także turystów (2 tys. km śródziemnomorskiego wybrzeża) odstrasza wciąż niepewna sytuacja wewnętrzna kraju.

Niepodległość: 1962 r., po krwawej wojnie z Francuzami. Ofiarę narodu algierskiego (a nie jest to naród jednolity; potężna – 17 proc. ludności kraju – mniejszość Berberów, białego ludu z Północy Afryki, podbijanego i przez Rzymian, i przez Arabów, domaga się dzisiaj autonomii w swej rdzennej Kabylii) upamiętnia, górujący nad Algierem pomnik Męczenników. Wzorcowych mudżahedinów, herosów wszystkich algierskich wojen, wyrzeźbił – w manierze gigantów z MDM czy „kariatyd” spod PKiN – polski artysta Zygmunt Konieczny.

Do 1989 r. krajem rządził Front Wyzwolenia Narodowego (FLN), zwycięska armia wyzwoleńcza, przekształcona z czasem w partię (choć złośliwi powiadają, że było raczej odwrotnie). W owym roku prezydent Szadli Bendżedid postanowił odejść od wzorów wytyczonych jeszcze przez Huariego Bumediena (jego imię nosi do dziś lotnisko w Algierze), wykreślić z konstytucji wszelkie odwołania do socjalizmu i rozpisać pierwsze pluralistyczne wybory. W I turze zwyciężył FIS, Islamski Front Zbawienia, zapowiadający otwarcie przekształcenie Ludowo-Demokratycznej Republiki Algierii w Republikę Islamską. Ponieważ wyniki oznaczały obowiązek oddania władzy przez FLN (tzn. przez armię), druga tura już nie nastąpiła. W styczniu 1992 r. Bendżedid został odsunięty od władzy, wybory anulowano, wojskowa junta – działająca już jawnie – zdelegalizowała FIS.

To rodziło skojarzenia ze stanem wojennym w Polsce. Tu też w grę wchodziły wolność i religia? Utworzono, jak w takich razach, Wysoką Radę Bezpieczeństwa. Na jej czele znalazł się, sprowadzony z Maroka po latach wygnania, Mohammed Boudiaf, jeden z tzw. historycznych przywódców FLN. Został zastrzelony kilka miesięcy później. Nastał czas niewyobrażalnego terroru. Liderzy FIS byli w więzieniach; integryści, także ci z umiarkowanego nurtu (jaki uosabiał właśnie Islamski Front Zbawienia), chwycili za broń. Najbardziej przygnębiająca z licznych interpretacji tego momentu w historii Algierii głosi, że na takim obrocie rzeczy zależało wojskowym, chcącym utrzymać kraj w garści. Jako zbrojne ramię FIS, którego ewidentnie pozbawiono władzy w Algierii, wystąpiła AIS, Islamska Armia Zbawienia. Początkowo to właśnie ta formacja odpowiadała za większość zamachów skierowanych przeciw państwu. Z czasem coraz częściej mówiło się o odpowiedzialności za zbrodnie, spadającej na najkrwawszych z krwawych, czyli prowadzących dżihad, świętą wojnę, szaleńców z GIA, czyli z Islamskich Grup Zbrojnych, nie związanych już z FIS. Oni uderzali także poza Algierią, zwłaszcza we Francji. Oni podrzynali gardła najpierw Francuzom, co nie chcieli wynieść się za morze, zagranicznym i algierskim dziennikarzom, żołnierzom, policjantom, pasterzom, wieśniakom, przypadkowym ofiarom. Nie wiadomo dotąd, ile ofiar pochłonął islamski terroryzm w Algierii. Według oficjalnych danych 100 tys. osób.

W 1995 r. za sprawą armii prezydentem Algierii został generał Liamin Zeroual. Nie zapisał się w historii niczym szczególnym poza dwoma faktami. Dwa lata po objęciu najwyższego urzędu osiągnął (ale czy rzeczywiście on?) porozumienie z FIS. Takie porozumienie z umiarkowanymi islamistami pozostaje przecież dla Algierii nieuniknione. Oddziały AIS ogłosiły zawieszenie broni. Wkrótce potem zginął w zamachu w centrum Algieru Abdelkader Hachani, trzecia postać w FIS. Fakt drugi: Zeroual, dziś na spokojnej emeryturze z dala od bieżącej polityki, sam podał się do dymisji w końcu 1998 r. Odbyły się zatem kolejne wybory prezydenckie, wyłaniając – w mglistych okolicznościach – zwycięzcę w osobie Abdelaziza Butefliki. Ten rozpisał legendarne referendum, zatwierdzone potem jako ustawa o zgodzie narodowej (concorde civile). Ten akt dawał pół roku terrorystom spod wszelkich sztandarów islamu na złożenie broni. Nie skorzystały zeń oddziały GIA, dowodzone teraz przez Antara Zouabriego, ale także pomniejsze ugrupowania Da’wa wa Dżihad pod wodzą Hassana Hattaba.

Od początku roku w Algierii zginęło – według różnych danych – ok. 500 osób. Codzienne zamachy, jeśli nie ginie w nich więcej niż 10 osób albo jeśli nie są to osoby z różnych względów ważne, miejscowa prasa, skądinąd niezależna i dobrze poinformowana, odnotowuje w sposób, który przypomina informacje z kroniki wypadków. Na trzeciej kolumnie skromną czcionką.