POLITYKA

Wtorek, 23 października 2018

Polityka - nr 28 (2713) z dnia 2009-07-11; s. 82-83

Świat

Tomasz Zalewski

Stany chorobowe

W Ameryce leczy się drożej niż w najbogatszych krajach Europy, ale wcale nie lepiej. A 50 mln Amerykanów nie ma ubezpieczenia.

Barack Obama rozpoczął batalię o reformę systemu ochrony zdrowia. Jej wynik będzie probierzem przywódczych zalet prezydenta, który reformę traktuje jako priorytet. A także miarą tego, jak głębokich zmian można w ogóle dokonać w USA, gdzie siły status quo stawiają kolosalny opór. Ochrona zdrowia to w Ameryce biznes, który lekarzom, szpitalom i towarzystwom ubezpieczeniowym przynosi ogromne dochody, często nieproporcjonalne do jakości świadczonych usług, dla pacjentów stanowi źródło stresów i w dodatku rujnuje gospodarkę.

Inaczej niż w Europie, w USA nie ma państwowej opieki finansowanej z podatków i zapewniającej darmowe leczenie, jeśli nie liczyć federalnych funduszy dla emerytów i niepełnosprawnych (Medicare) oraz najbiedniejszych (Medicaid). Przeważającą większość Amerykanów ubezpieczają pracodawcy; jakość tych ubezpieczeń jest nierówna i zależy zwykle od wielkości przedsiębiorstwa: im większa firma, tym lepsze pokrycie kosztów leczenia. Pozostali, głównie pracujący na własny rachunek, muszą sami wykupywać ubezpieczenia na prywatnym rynku, które drożeją z wiekiem ...