POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 49 (2170) z dnia 1998-12-05; s. 35-36

Kraj

Barbara Pietkiewicz

Statek przyjaciół

Do Sądu Wojewódzkiego w Warszawie wpłynął akt oskarżenia przeciw dwóm polskim marynarzom, aresztowanym za zabójstwo kapitana i mechanika niemieckiego statku. Z zeznań świadków można odtworzyć przebieg wydarzeń na pokładzie.

"Janna" od kilku tygodni stała w stoczni w Bremenhaven. Trwał na niej remont. Polska załoga skompletowana przez MSI, firmę czarterującą, była już na miejscu. Nie znali się. Tylko Jerzy D. pływał pod niemieckim kapitanem.

Kapitan jest w porządku - powiedział kolegom Jerzy D. Wielki mężczyzna, prawie dwa metry wzrostu, zawsze w dżinsach. Stary kawaler. Zawsze ze składanym nożem do obrony. Pedant. Dopiero potem okazało się, że w kajucie miał bałagan i brudną pościel.

Kapitan sam sobie brał jedzenie. Nie wpuszczał do kajuty kucharza. Kucharz miał wrażenie, jakby coś przed załogą ukrywał. Od początku między nim a kucharzem zaczęły się nieporozumienia. Na przykład, że ryba śmierdzi. Kucharz przynosił mu blaszaną puszkę z rybami - że wcale nie, że załoga zjadła i wszyscy chwalą sobie wyżywienie na "Jannie". To w ogóle dobry kontrakt. Dobre zarobki i niezłe warunki bytowe.

Kapitan na to, że śmierdzi i koniec. Albo że kucharz ma rozkładać musztardę w małe pojemniki dla ...