POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 42 (2320) z dnia 2001-10-20; s. 70

Gospodarka

Andrzej Krzysztof Wróblewski

Stawka wielka jak życie

Akcje SwissAir zamieniły się w kupkę makulatury

Na pokładzie samolotu z białym krzyżem na czerwonym tle, choćby daleko od domu, Szwajcar czuł się, jakby nadal był w swojej niewielkiej ojczyźnie. Wszystko zawsze było pünktlich, richtig und gemütlich: ciepłe rogaliki, gorąca czekolada Nestle i świeży „Neue Zuricher Zeitung”, podawane przez uśmiechnięte stewardesy. Już tak się nie czuje.

Od pół roku pogłoski o kłopotach finansowych SwissAir Group stawały się coraz bardziej alarmujące, a oskarżenia szefa Mario Contiego, który przedtem był dyrektorem finansowym koncernu żywnościowego Nestle, że nie zna się na lotnictwie – coraz bardziej prawdopodobne. Dzisiaj mówi się, iż to pycha pchała go do budowania wielkiego imperium lotniczego, że uwierzył w szwajcarski geniusz menedżerski (choć sam jest absolwentem Harvardu). Z biurowca przy niewielkim lotnisku Kloten koło także niewielkiego miasta Zurich w niewielkim kraju rzucił wyzwanie największym europejskim liniom jak British Airways i Lufthansa. Chciał pod swoim berłem zgromadzić linie lotnicze z Belgii i Portugalii, Francji i Turcji, Polski i RPA – aż wreszcie okazało się, że to imperium łamie się pod własnym ciężarem.

Życzliwi krytycy wskazują, że wydarzenia 11 września wpędziły w kryzys niejedną linię lotniczą. Ale żadna nie doznała takich upokorzeń jak szwajcarska: wszędzie, nawet w rodzinnym Kloten, odmawiano zatankowania benzyny na kredyt, w Londynie zaaresztowano na poczet długów dwa samoloty, do Brukseli nie próbowano nawet polecieć, bo groziło to samo. Inne ...